Tidiane N’Diaye. Imię i nazwisko, które całkowicie mi nic nie mówiło, gdy sięgałem po książkę „Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce”. Tym samym złamałem główną zasadę, która mówi, iż podstawą poszukiwania dobrej lektury powinien być znany nam pisarz, o którym coś wiemy. Ja nie miałem żadnej wiedzy na temat tegoż autora, no może jedynie, iż pochodzi z Czarnego Lądu i interesuje się polityką Państwa Środka wobec kontynentu afrykańskiego, ale to akurat ustaliłem przeglądając niniejszą pozycję podczas Targów Książki Historycznej, przy stoisku Wydawnictwa Dialog.

Po namyśle zakupiłem wspomnianą książkę, a po jej przeczytaniu żałowałem, iż nie nabyłem kilku innych interesujących lektur tego wydawnictwa. Takich o tematyce orientalnej, a zwłaszcza Chin, ponieważ po pierwsze ceny były niezwykle atrakcyjne, a po drugie, książka została świetnie napisana. Wyszedłem więc z założenia, że inne pozycje Wydawnictwa Dialog także stanowiłyby dla mnie fenomenalną rozrywkę intelektualną, taką właśnie jak recenzowana tutaj przeze mnie książka.

O czym opowiada „Żółte i czarne. Historia chińskiej obecności w Afryce” napisana przez Tidiane N’Diaye? Dzieło to zostało poświęcone, jak w tytule, obecności Państwa Środka na kontynencie afrykańskim. Jest to bardzo ogólne stwierdzenie, które koniecznie trzeba wyjaśnić. Nie chodzi jedynie o pojawienie się Chińczyków na Czarnym Lądzie udokumentowane z pespektywy czasowej i skalę tej obecności, chociaż o tym również opowiada autor. Przede wszystkim N’Diaye prezentuje nam perspektywę czasową owej obecności, która przebiegała wyjątkowo dziwnie, gdy porówna się ją do innych nacji np. europejskich. Zarazem jednak autor prezentuje nam-czytelnikom prognozę geopolityczną, którą wielu może odebrać, jako mrzonki polityczne wyssane z palca, przeszacowane dane lub wprost książkę pisaną na zamówienie polityczno-gospodarcze w interesie potęg tracących każdego dnia grunt pod nogami na afrykańskiej ziemi. To, jaka jest prawda, dowiecie się dopiero po przeczytaniu niniejszej pozycji. Ja wam tego do końca nie zdradzę. Co natomiast mogę uchylić? Jaki rąbek tajemnicy?

Mianowicie, autor podzielił swoje dzieło na osiem rozdziałów, do których dorzucił obszerny Aneks zawierający m. in. chronologię stosunków Chiny-Afryka oraz przemówienia, a także bibliografię wykorzystanych, do powstania tej książki, pomocy. Bibliografia ta zachowuje pozory naukowości, aczkolwiek prezentuje się wyjątkowo skromnie, gdyż zawiera raptem 39 pozycji.

Książka „Żółte i czarne” została wydana w niniejszym roku 2016 przez Wydawnictwo Dialog. Autor przedstawia więc problem z aktualnej perspektywy. Historia obecności chińskiej na Czarnym Lądzie została opisana od pierwszych kontaktów ludności Państwa Środka z Afrykanami, gdy Europejczycy nic pewnego o kontynencie afrykańskim jeszcze nie wiedzieli. N’Diaye zatrzymuje się dłużej na wyprawach morskich chińskiego żeglarza, a zarazem eunucha, Zheng He, który, gdy Portugalczyk Bartłomiej Diaz dopłynął po raz pierwszy na kraniec kontynentu Afryki – najpierw Przylądka Burz, a następnie Przylądka Dobrej Nadziei w 1488 roku, był już po swojej czwartej wyprawie morskiej do wybrzeży tego kontynentu. Z pewnością zaskoczenie na naszych twarzach wywoła fragment tekstu, w którym autor opisuje chińską mapę kartograficzną z 1389 roku dotyczącą Afryki, która w miarę dokładnie odwzorowuje jej kształt. W 1389 roku!, gdy Europa nawet jeszcze nie szykowała się do dalekomorskich wypraw, a następnie podbojów.

Cała reszta książki dotyczy już czasów współczesnych i została napisana w formie postawionego problemu, który można by zatytułować: „czy Chiny uczynią z Afryki swoją kolonię?” lub może bardziej neutralnie: „dokąd zmierza Afryka?”. N’Diaye zastanawia się nad formą polityki Państwa Środka wobec poszczególnych krajów afrykańskich, analizuje metody zdobywania rynków gospodarczych tych państw, rozszyfrowuje zakulisowe działania, ale także ocenia całościowo kierunek chińskiej dyplomacji czy biznesu chińskiego, lub dyplomacji wspierającej biznes wobec Afryki, jako jednego tortu, którym Chiny nie chcą się z nikim, żadną konkurencją, dzielić. Autor opisał dość wyczerpująco elementy obecności Pekinu na Czarnym Lądzie, sposoby wygryzania lokalnej konkurencji gospodarczej, w każdym kraju, ale także konkurencji zagranicznej dawnych europejskich potęg kolonialnych, USA czy azjatyckich tygrysów. Preferencyjne kredyty, „ślepe umowy”, bezzwrotne pożyczki, dumping, masowe fałszerstwa produktów zachodnich, humanitarna polityka wsparcia dla biednych krajów afrykańskich, a wszystko to opakowane neutralnym podejściem do państw Afryki pod względem ich ustrojów (nie ważne czy demokracja czy autorytaryzm), poszanowania praw człowieka, wolności prasy, zwalczania korupcji, obowiązkowo wprowadzanego dobrego zarzadzania w zachodnim stylu. Przywódcy chińscy o takie małostkowe rzeczy nigdy nie pytali, nie pytają i nigdy nie będą pytać. To, co uzależnia pomoc dla krajów afrykańskich od Europy, w ogóle nie jest podnoszone przez Państwo Środka w kontaktach dyplomatycznych, handlowych, kulturalnych i w ogóle żadnych. Mało tego, Pekin cały czas forsuje, iż jego relacje z Afryką będą oparte na zasadzie „wygrany – wygrany”, a nie jak w przypadku kontaktów Europy z Czarnym Lądem, które osadzone są na stałym od kilkuset lat wygrywaniu, wysysaniu z Afrykanów wszystkiego, co się da przez mieszkańców starego kontynentu. Przy licznych sprzyjających głosach, jak np. ten, iż „Chiny prezentują się jako jedyna potęga zdolna podarować Afryce nadzieję na politykę realistycznego, pragmatycznego, a w konsekwencji dającego się wcielić w życie rozwoju”, Państwo Środka coraz bardziej ogarnia swoimi mackami Afrykę przy braku jakichkolwiek przeciwskazań utrudniających to. W zasadzie autor sugeruje wielokrotnie, iż lada moment, to z czym chciała zerwać definitywnie Afryka, czyli kolonializm i negatywne skutki źle przeprowadzonej dekolonizacji, mogą się – i też tak się dzieje – przeistoczyć w nową formę neokolonializmu, którego symptomy są widoczne już od kilkudziesięciu lat.

O czym jeszcze poza wspomnianymi wątkami przeczytamy w niniejszej książce? Przede wszystkim o zalewie inwestycji przez chiński kapitał do afrykańskich krajów. Czytelnicy przeczytają o niszczeniu przez chińską tandetę lokalnych sektorów przemysłowych kilku państw Czarnego Lądu, którym udało się taki zbudować, jak Nigeria, Kamerun, RPA, Zimbabwe, Gabon. Zainteresowani lekturą znajdą w niej żarty z kiepskiej jakości „chinoróbek” w stylu „wybierz starannie dzień, gdy włożysz swoje nowe chińskie buty, bo będzie to pierwszy i ostatni raz!”. Autor opisał również problemy rozwijającej się nowej fali eksportowej z Chin, czyli prostytucji, dyskryminacji ludności afrykańskiej przez Chińczyków, budzącej się coraz bardziej świadomości Afrykanów przed rodzącym się na ich oczach nowym tworem geopolitycznym „Chinafryce”, czy szkodliwej tablicy Mendelejewa włożonej niemal w każdy produkt chiński trafiający na Czarny Ląd.

Nasuwa się wiele pytań o przyszłość Afryki, perfidność polityczno-gospodarczą Chin lub rolę Europy w jej podejściu do Państwa Środka i jego obecności na kontynencie afrykańskim. Odpowiedzi będą jednak trudne, w tyle głowy każdy z nas Europejczyków będzie miał bowiem kolonizację i niewolnictwo, którymi Chiny uzasadnią każde swoje działanie, nawet to najgorsze względem Afrykanów. Podsumowując powyższe rozważania, nawiążę do słów twórcy potęgi współczesnych Chin, Deng Xiaopinga, który stwierdził, iż „nieważne, czy kot jest biały, czy czarny, najważniejsze, żeby łapał myszy”. Otóż moim zdaniem jest bardzo ważne, na jakiego kota trafiła tym razem Afryka. Do tej pory biały kot kojarzył się czarnej Afryce – i zapewne długo tak jeszcze będzie – z eksploatacją poprzez kolonializm i niewolnictwo, ale nowy czarny kot – ten chiński – może okazać się dla tego kontynentu prawdopodobnie jeszcze gorszą i zarazem bardziej intensywną formą eksploatacji. Czy tak się stanie? Serdecznie zachęcam każdego czytelnika do sięgnięcia po tą książkę. Zobacz, co stanie się z Afryką w najbliższym czasie i dlaczego w niedalekiej przyszłości Czarny Ląd może być już tylko Żółtym Lądem. Gorąco polecam tą arcyciekawą literaturę pochodzącą z Afryki.