Jadąc do zamku w Łańcucie liczyliśmy na wiele wrażeń. To miała być taka wisienka na torcie naszego wyjazdu na Podkarpacie. Założyliśmy sobie, że w jeden dzień zwiedzimy cały kompleks zamkowo-parkowy. Niestety, nie udało się. Mimo to jednak z wyprawy tej pozostało miłe wspomnienie. Poczuliśmy atmosferę minionych wieków i to jest najważniejsze.

Przygotowania do zwiedzania

Plan był prosty, choć wzniosły. Obudzić się wcześnie rano, nakarmić syncia i ruszyć autem z Krasiczyna do Łańcuta żeby zwiedzić siedzibę słynnego Diabła Łańcuckiego, Stanisława Stadnickiego. Droga liczyła około godziny jazdy. Dość łatwa do pokonania przez małe miasteczka i wioski.

Stanisław Stadnicki za młodu, gdy mieszkał jeszcze w rodzinnym gnieździe w Dubiecku.

Parking

Parking w Łańcucie jest położony w centrum, stosunkowo blisko zamku, ale pamiętajmy, że jest on płatny. 2 zł z godziny, więc im dłużej stoimy autem w ciągu dnia, tym więcej będziemy musieli zapłacić przy wyjeździe. Dobrze jest zachować bilet wjazdu na parking. Jest tam wypisana godzina opłaty. Będzie ona ważna przy opłacaniu kwoty za całe parkowanie. Żeby przypadkiem ktoś zamiast za postój 2-3 godzinny, nie zapłacił jak za cały dzień. Wielu turystów próbuje obejść płatność parkując po alejkach otaczających zamkowy kompleks. To też jakieś wyjście z kosztów, bądź, co bądź, ale sporych za zwiedzanie zamku w Łańcucie.

 

Utrudnienia

Wiedzieliśmy, że zamek w Łańcucie należy do elity wśród budowli historycznych w Polsce i że w całym kompleksie jest mnóstwo zwiedzania. Moja żona, Agnieszka, przed laty miała już przyjemność zwiedzać Łańcut, choć wtedy nie zwiedzało się tego wszystkiego, co obecnie.

W kasie wystarczył rzut okien na cennik, żeby wiedzieć, iż najkorzystniejszym jest kupienie karnetu na wszystkie atrakcje. Panie z kasy odradzały nam to. Twierdziły, że z małym dzieckiem będzie nam trudno zrealizować tak szeroki program. Z większymi dziećmi już prędzej, zwłaszcza, gdy rodzic zamiast zwiedzania z przewodnikiem, kupuje opcję audioprzewodnika. Ponoć małe dzieci chętnie bawią się wtedy słuchawkami i dają radę wytrzymać w nosidle lub na rękach, czasem słuchając niezrozumiałych słów. Tego jednak dowiedzieliśmy się już na koniec zwiedzania. Więc co najwyżej będziemy mądrzy na przyszłość.

Wywołane przez mnie nosidło jest jedynym racjonalnym wyjściem z sytuacji, aby zwiedzić zamek w Łańcucie. W oparciu o wózek dziecięcy możemy jedynie przejechać park – choć i to jest utrudnione o czym poniżej. Nie da się wjechać wózkiem nigdzie dalej niż za bramę, dawną Wielką Sień, a obecnie nazywaną Holem. Ów hol zachował jeszcze swój XVII-wieczny układ przestrzenny, chociaż dekoracja wewnętrzna tego miejsca jest już zupełnie inna. Pochodzi z przełomu XIX i XX wieku.

Po przekroczeniu bramy zamku wózek dziecięcy idzie od razu w odstawkę, czyli do szatni. Tam pod kominkiem można bezpiecznie zostawić pojazd dziecka. Tym samym dziecko musi się przenieść – czy tego chce, czy nie – do nosidła lub na ręce. Zwiedzanie zamku z przewodnikiem trwa około 1,5 do 2 godzin, więc na rękach utrzymać małe dziecko będzie w tej sytuacji na prawdę trudno przez tak długi czas. Nosidło będzie w tej sytuacji jedynym ułatwieniem.

Wymogiem zwiedzania zamku w Łańcucie jest założenie ochraniaczy, specjalnych butów. Nie pytałem, z czego wynika ten nakaz, chociaż byłem ciekawy. Mogę się tylko domyślać, iż z troski o zgromadzone w zamku cenne eksponaty, ale także zabytkowe podłogi. Za pewne też mniej się brudzą pomieszczenia zamkowe. Czemu o tym wspominam? W związku z ochraniaczami pojawia się kolejne utrudnienie. Chodzenie w nich wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się komuś wydawać. Są one nie tylko niewygodne, co przede wszystkim śliskie, zwłaszcza na posadzkach zamkowych. Powodują one również przezabawne upadki, potknięcia i inne śmieszne sytuacje, które oby nie zamieniły się w nic poważniejszego. Kobietom w ciąży zdecydowanie bym odradzam zakładanie tego typu ochronnego obuwia, podobnie, jak tym z rodziców, którzy będą na sobie nosili nosidło z dzieckiem. Sami pracownicy muzeum powinni informować, że rodzice z dziećmi na rękach/nosidle nie muszą zakładać obuwia. Gdyby zapomnieli, koniecznie dopytajcie, bowiem chodzenie w owych ochraniaczach, dodatkowo z dzieckiem w nosidle, może powodować jeszcze większe zagrożenie dla zdrowia Waszego, jak i dziecka!

 

Powracając do parku … przejechanie alejek parkowych wózkiem dziecięcym było poważnym problemem. Patrząc na ogromną ilość turystów, człowiek się zastanawia, co zarządca robi z pieniędzmi. Z pewnością nie inwestuje ich w ścieżki parkowe, które były pełne kamieni, żwiru, jakiejś usypanej, lecz nieubitej ziemi. Powinny one być bardziej ujednolicone w swoim charakterze, czyli wykonane z jednego budulca lub po prostu usypane ubitą ziemią. Z pewnością łatwiej można by było wtedy przejechać. Oczywiście, 34 ha powierzchni to ogrom, który utrzymać w należytym stanie, jest trudno. Nie zwalnia to jednak zarządcy od odpowiedzialności na wytyczone ścieżki parkowe, zwłaszcza, że dofinansowanie w ostatnim dziesięcioleciu ze strony Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie dla parku wyniosło 1 524 557,28 zł. Być może, że to dofinansowanie nie obejmuje ścieżek parkowych. Tego nie wiem. W informatorze zarządca podaje, że prace w parku mają na celu wierne odtworzenie układu kompozycyjnego oraz składu gatunkowego roślin z początku XX wieku. Pozostaje mam tylko liczyć na poprawę obecnego stanu nawierzchni ścieżek.

Zwiedzanie zamku

Zanim przystąpimy do zwiedzania musimy odwiedzić kasy, gdzie mieści się Podkarpackie Centrum Dziedzictwa, dawny Maneż. Budynek ten nie znajduje się na terenie kompleksu zamkowego w Łańcucie, ale poza nim. Może to wprowadzić w błąd. Większości turystów, którzy po raz pierwszy goszczą w Łańcucie, proponuję szukanie znaków informacyjnych po przekroczeniu bramy głównej parku > nie mylić z bramą zamkową < i kierowaniu się na prawo.

Tak, jak wspomniałem, najkorzystniej jest zakupić karnety na zwiedzanie wszystkiego, czyli zamku, stajni, wozowni, Historii Miasta Łańcut, kolekcji Sztuki Cerkiewnej, Storczykarni. W chwili obecnej (połowa lipca 2018) w Oranżerii trwają prace remontowe i jest ona wyłączona ze zwiedzania. Bilety-karnety na wszystko kosztują 36 zł (bilet normalny). My do tego zakupiliśmy jeszcze dodatkowo w cenie 4 zł od osoby bilety na zwiedzanie II piętra zamku. Jak łatwo policzyć, w sumie cena biletów za zwiedzanie wszystkiego plus dodatkowo II piętra, wyniosła 80 zł.

Z przewodnikiem zwiedza się tylko zamek I piętro, stajnie, wozownię. Resztę miejsc zwiedza się indywidualnie. Obejście lub objechanie parku to czas rzędu 45. Na koniec Storczykarnia, czas obejrzenia pięknych roślin ok. 10 minut, ale w upały polecamy znacznie dłuższy spacer pośród bujnie rosnących storczyków. Wpłynie to dobrze na nasze samopoczucie, a przy zraszaniu roślin czeka nas miła niespodzianka.

Gdy do tego czasu, 1,5 lub 2 godziny zamek, stajnia i wozownia, ok. 45 min. park, ok. 10 min. storczykarnia, dołożymy jeszcze kupienie biletów, postoje w różnych miejscach np. na zdjęcia, to wyjdzie sporo zwiedzania i jeszcze więcej chodzenia. My z małym dzieckiem nie doszliśmy do Historii Miasta i Regionu, które mieści się obecnie w dawnym budynku Kasyna, ani do Kolekcji Sztuki Cerkiewnej. Obie wystawy serdecznie nam polecano, ale na jeden dzień taka wycieczka dla małego dziecka, to zbyt intensywna przygoda. Dodatkowe zwiedzanie II piętra to także około 45 minut, nawet do godziny może dojść, przy czym zaznaczyć muszę, że jest ono o wiele przyjemniejsze niż zwiedzanie zamku I piętra. Tą istotną różnicą jest komfort towarzyszący zwiedzaniu. I piętro zwiedza się z przewodnikiem, a II piętro z audioprzewodnikiem. Niby drobna różnica, ale jednak. Jak można się domyślić z zapewnieniem komfortu związany jest przewodnik, albo raczej jego brak. Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że trafiliśmy na słabego przewodnika, ale to nie prawda, przynajmniej nie w tym przypadku. Nie przewodnik był zły, ale mechanizm zwiedzania zamku w Łańcucie został całkowicie popsuty. Jest on jedynie nastawiony na zysk. W tej maszynce do zarabiania pieniędzy zarządca gdzieś się pogubił, bowiem stracił z oczu turystę, zwiedzającego komnaty zamkowe, a oczy – można powiedzieć – przysłoniła mu kasa. Grupy, w których się zwiedza, liczą po dwadzieścia kilka osób. Przewodnik opowiada bez mikrofonu i niezwykle „szanuje” swój głos używając go najciszej, jak się da. Było więc cicho i mało wyraźnie, na co wpływ miał też fakt, że gdy nasza grupa była w jednym końcu korytarza, to w jego drugiej części już pojawiała się inna. Czas zwiedzania lub opowiadania przez przewodnika, jest więc ściśle kontrolowany przez pojawiające się grupy.

Zamiast ochraniaczy na buty, bardziej na ochronę pomieszczeń wpłynęłaby, a przy tym na komfort zwiedzających, ograniczona z góry sprzedaż biletów. Żebyście lepiej zrozumieli problem takiego zwiedzania, opiszę teraz zwiedzanie II piętra zamku. Grupy, w których wchodzi się na górne piętro zamku, liczą maksymalnie 5-6 osób. Tam, sala po sali, komnata po komnacie, oglądamy cudownie umeblowane, pełne eksponatów pomieszczenia, a towarzyszy nam cały czas opiekun oraz – i to jest najważniejsze – audioprzewodnik. Opiekun, w każdej sali, puszcza grupie audioprzewodnika, który dociera do uszu turystów poprzez zamontowane głośniki. Zwiedzający z kolei mogą się rozkoszować głośnym, wyraźnym opowiadaniem o tym, co widzieli. Nawet marudzące moje dziecko nie było w stanie zniszczyć tej cudownej atmosfery.

Zwiedzanie rozpoczyna się spod kas biletowych, gdzie gromadzi się cała grupa. Następnie razem z przewodnikiem udaliśmy się pod zamek. Po ponad godzinnym zwiedzaniu zamku przeszliśmy do stajni, aby zakończyć obchód w wozowni. Tak, jak wspomniałem, zwiedzanie pozostałych miejsc odbywa się już samodzielnie i nie ma określonego czasu, w jakim powinniśmy to zrealizować. Oczywiście do godziny, do której obsługiwani są turyści.

Podsumowując czas zwiedzania/obejścia:

miejsce minimalny czas maksymalny czas
zamek I piętro, stajnia i wozownia 1 h 30 min 2 h
zamek II piętro 45 min 1 h
storczykarnia 10 min 20 min
park 45 min 1 h

 

Sklepik w zamku oraz kasach

Sklepik ulokowany w zamku jest bardzo mały. Nie wiele w nim znajdziecie. Właściwie jedynie przewodniki ilustrowane, widokówki, kartki składane dotyczące Łańcuta. Innych pamiątek brak. Grunt jednak, że to, co najbardziej pomocne w zwiedzaniu, czyli przewodnik ilustrowany, znajdziemy. Jego koszt to wprawdzie 25 zł, ale cena jest adekwatna do jego wartości.. Jest on bardzo dobrze opisany, wzbogacony z tyłu na okładce planem magnackiej posiadłości, a także wieloma kolorowymi ilustracjami. Z pewnością przyda się on do zwiedzania lub chociaż poruszania po ogromnym kompleksie. Będzie również ciekawym śladem naszej działalności w łańcuckim zamku. Nie zostało w nim opisane jedynie II piętro (być może, dlatego, że za jego zwiedzanie dopłaca się dodatkowo). Przewodnik taki można nabyć nie tylko w języku polskim, ale również po angielsku, niemiecku, francusku. Cena taka sama, jak za egzemplarz polski. Zachęcam do kupienia tegoż przewodnika, zwłaszcza przed zwiedzaniem. Pomoże tym wszystkim, którzy nie koniecznie znają terminy historyczne mebli, wyposażenia zamkowego, a ponadto ułatwi zrozumienie, o czym w danym momencie mówi pracownik.

Wspomniany przewodnik polecam z dwóch powodów:

  • po pierwsze, liczy on aż 96 stron, oprócz tekstu, znajdziecie w nim także mnóstwo ilustracji, bardzo dobrze opisanych;
  • po drugie, stanowił będzie piękne potwierdzenie naszej obecności w zamku w Łańcucie, a że został doskonale opracowany, toteż nawet po latach będzie można do niego powrócić przypominając sobie ścieżkę zwiedzania, wystrój wnętrz.

Znacznie lepiej jest wyposażony sklepik w kasach. Znajdziecie go zaraz za wejściem po prawej stronie w rogu. Zawiera on inny asortyment niż sklepik w zamku. Nie będzie tam przewodników (może jakieś pojedyncze sztuki), widokówek, rozkładanych książeczek o zamku. W miejscu tym możemy raczej poszukać pamiątek z czymś przyjemnym dla żołądka. Na sklepowych półkach były piękne drewniane rzeczy tj. fortepiany, czy karety w środku, których skrywał się słodki upominek w postaci cukierków lub likieru (te ostatnie w różnych smakach). Ceny bardzo różne w zależności od tego, co się kupuje. W sklepie obowiązuje zakupowa dowolność i kupić likier bez drewnianego opakowania, co również wydaje się interesującym prezentem. My kupiliśmy karetę z cukierkami, a osobno sam likier.

Zamiast proponować Wam zwiedzanie zamku w postaci opisu (byłby on nużący, zamek w Łańcucie zawiera tak dużo eksponatów, że koniecznie trzeba je zobaczyć, a nie o nich przeczytać), przedstawiam galerię konkretnych zdjęć. Mnie osobiście bardzo zainteresowały kolekcjonerskie zbiory zegarów, których zgromadzono w zamku dość pokaźną ilość. Zbierane przez kolejne pokolenia magnatów, a następnie złożone w różnych miejscach zamku, tworzą ciekawą ścieżkę edukacyjno-artystyczną.

Zegar będący na parterze Korytarza Północnego w obudowie w stylu chińskim. Powstał według projektu Thomasa Chippendale’a. Jest on o tyle ciekawy, iż jego bicie godzin oraz kuranty naśladują dźwięk słynnego londyńskiego Big-Bena.

 

Zegar w Jadalni Wielkiej na I pietrze Zamku. Jadalnia Wielka powstała między 1802 a 1805 rokiem. Była nazywana również Salą Jadalną Białą.

 

Zegar znajdujący się w Apartamencie Damskim w Sypialni Damskiej na I piętrze Zamku. Jest to zegar kominkowy z brązu złoconego pochodzący z ok. 1800 roku. Zwano go „Bańki mydlane”. Sypialnia Damska dawniej była nazywana Pokojem Sypialnym Paradnym.

 

Zegar znajdujący się w Apartamencie Męskim w Sypialni Męskiej na I piętrze Zamku. Jest to zegar szafkowy w stylu Ludwika XVI z 2 poł. XVIII wieku. Obecnie sypialnia ta jest nazywana Sypialnią Czerwoną.

 

Ocena: 4/6

Mimo pewnych mankamentów w zwiedzaniu, o których pisałem powyżej, przyjazd do Łańcuta oceniam w naszej sześciostopniowej skali na ocenę 4. Zamek, który zobaczyliśmy, jest piękny, zadbany przez zarządcę, utrzymany w doskonałym stanie, a przy tym ciągle powiększają się jego zbiory. Zwiedzanie Łańcuta uważam za obowiązek każdego fana polskich zamków.

 

Zainteresował Cię nasz praktyczny przewodnik po Łańcucie? Wejdź i zobacz praktyczny przewodnik dotyczący zwiedzania Zamku w Baranowie Sandomierskim oraz Zamku w Dubiecku