Jeśli myślicie, że dzieci niewiele rozumieją z całej zawieruchy o Trybunał Konstytucyjny, jaką mamy w Polsce, to jesteście w błędzie. Otóż rozumieją, może nie wszystko, ale na swój sposób coś na pewno. Omawiając, w szkole podstawowej po weekendzie majowym, rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja przekonałem się o tym na własnej skórze. Jedno z dzieci zagadnęło mnie o Konstytucję w całkiem w inny sposób niż reszta klasy. Chłopiec zapytał, czy Konstytucja 3 maja została uchwalona w sposób niezgodny z prawem, gdyż na jakimś kanale w telewizji wspomniał dziennikarz, iż odbyło się to pod nieobecność posłów. Inne dzieci od razu się tym pytaniem zainteresowały i wyszedł z tego niezły pasztet. Wyjaśniłem dzieciom, że w pytaniu ich kolegi jest ziarno prawdy, gdyż rzeczywiście Konstytucja 3 maja została uchwalona pod nieobecność wielu posłów opozycyjnych, którzy nie wrócili ze świąt wielkanocnych i ferii, co dawało raptem ok. 1/3 składu sejmu Rzeczpospolitej. W tej sytuacji – stwierdziłem – nie będzie naruszeniem, iż uchwalenie tej konstytucji jest swoistym zamachem stanu. Na tym jednak nie skończyło się poruszenie uczniów. Wspomniane pytanie było zaledwie wstępem, od niego przelecieliśmy bardzo przekrojowo po największych paradoksach, a zarazem trudnościach historycznych Polski. Dzieci prosił, aby podać im inne tego typu ciekawe przypadki z Historii, a nakierowywały mnie na nie rzucając przelotne i nieuporządkowane pytania o, bądź, co bądź, ale kontrowersyjne elementy naszej historii. Idąc więc za ciosem wyjaśniłem uczniom pobieżnie, że ci, którzy troszczyli się o naprawę Rzeczpospolitej począwszy od XVII, przez XVIII wiek, chętnie zrywali sejmy i brali łapówki od obcych posłów krajów ościennych. Napomknąłem, że wielki wódz, Jan III Sobieski, nie był postacią bez skazy, gdyż podczas „potopu szwedzkiego” zdradził ojczyznę przechodząc na stronę króla szwedzkiego, Karola X Gustawa odstępując, jak większość szlachty i magnaterii, władcę Polski i Litwy, Jana Kazimierza Wazę. Wspomniałem, że na temat chrztu Polski więcej nie wiemy niż wiemy, a nawet to, co wydaje się nam w miarę pewne i jest tak podawane w książkach, podręcznikach, też należałoby jeszcze sprawdzić i zweryfikować. Wyjaśniłem, że słynny dowódca AK, Stefan Grot-Rowecki wpadł w ręce Gestapo wydany przez narzeczonego swojej córki, który zrobił to dla pieniędzy, natomiast z Londynu płynęły do okupowanej przez hitlerowców niemieckich Polski ogromne środki finansowe w dużej części defraudowane przez nieuczciwych członków AK.

Wspomniana wiedza była dla dzieci szokująca, bulwersująca, a niektóre z nich wyraźnie się przejęły. Tłumaczyłem im, że historia Polski, podobnie, jak każdego innego kraju, nie jest jednoznaczna, oczywista, biała lub czarna. Przekonywałem, że ma odcienie również szarości i pełna jest dwuznacznych sytuacji, trudnych wydarzeń, których okoliczności stanowią dla nas w dalszym ciągu mroczną tajemnicę. Jak Wy, drodzy nauczyciele, radzicie sobie w takich sytuacjach, gdy znajdujecie się pod ostrzałem trudnych pytań związanych z historią Polski? Odpowiadacie na pytania, nawet jeśli odpowiedz będzie dla uczniów trudna do zrozumienia, trudna do zaakceptowania, czy może wykręcacie się od odpowiedzi argumentując, iż to nie jest związane z tematem lekcji. Jak należy postąpić?