Skromne początki

Początki kawy nad Wisłą były więcej niż skromne. Wprawdzie już w 1573 roku jeden z niemieckich podróżników przemierzających państwo polsko-litewskie wspominał o tym czarnym napoju, ale nie było jeszcze wtedy zbyt wielu chętnych na jego kosztowanie. Sto lat później Andrzej Morsztyn pisał o niej, jako o brzydkiej truciźnie i jadzie, które lepiej żeby nie plugawiło chrześcijańskiej gęby. Już wtedy bowiem łączono ten napój z wyznawcami Allaha, którzy go upowszechnili na świecie.

 

Przełomowy rok …  

Przełomowy dla kawy był dopiero rok 1683, czyli data słynnej odsieczy wiedeńskiej, podczas której Jan III Sobieski ratował Austriaków i ich oblężony Wiedeń przed Turkami sułtana Mehmeda IV.

Jan_III_Sobieski

król Rzeczpospolitej Jan III Sobieski

Polska husaria wsławiła się wtedy świetną szarą, która rozbiła zastępy tureckie zmuszając je do ucieczki. Salwując się dezercją z pola bitwy pozostali swój obóz oraz zgromadzone przez nich bogactwa, w tym tajemnicze ziarna, których pochodzenia, ani tym bardziej wykorzystania, nikt nie znał z polskich podkomendnych. Sobieski z dumą donosił swojej żonie Marysieńce w jednym z listów nie tylko o wielkim zwycięstwie, ale także o licznych łupach. O kawie jednak nie wspominał. Czemu? Czyżby nie traktował ich, jako zdobyczy, lecz, tak jak reszta żołnierzy uważał je za paszę dla wielbłądów i z tego względu nie wspomniał o nich ani słowem w listach do ukochanej? Oddajmy głos Sobieskiemu.

W namiotach wezyrskich 13 septembra [września] w nocy.

Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i najukochańsza Marysieńku! Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem aprosze, pola i obóz, ucieka w konfuzji. Wielbłądy, muły, bydle, owce, które to miał po bokach, dopiero dziś wojska nasze brać poczynają, przy których Turków trzodami tu przed sobą pędzą; drudzy zaś, osobliwie des renegats, na dobrych koniach i pięknie ubrani od nich tu do nas uciekają. Taka się to rzecz niepodobna stała, że dziś już między pospólstwem tu w mieście i u nas w obozie była trwoga, rozumiejąc i nie mogąc sobie inaczej perswadować, jeno że nieprzyjaciel nazad się wróci, Prochów samych i amunicyj porzucił więcej niżeli na milion. Widziałem też nocy przeszłej rzecz tę, którejm sobie zawsze widzieć pragnął. Kanalia nasza w kilku miejscach zapaliła tu prochy, które cale Sądny Dzień reprezentowały, bez szkody cale ludzkiej: pokazały na niebie, jako się obłoki rodzą. Ale to nieszczęście wielkie, bo pewnie na milion w nich uczyniło szkody.

Wezyr tak uciekł od wszystkiego, że ledwo na jednym koniu i w jednej sukni. Jam został jego sukcesorem, bo po wielkiej części wszystkie mi się po nim dostały splendory; a to tym trafunkiem, że będąc w obozie w samym przedzie i tuż za wezyrem postępując, przedał się jeden pokojowy jego i pokazał namioty jego, tak obszerne, jako Warszawa albo Lwów w murach. Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad nim noszą; chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz jego na wojnę i którą dziśże jeszcze posłałem do Rzymu Ojcu św. przez Talentego pocztą. Namioty, wozy wszystkie dostały roi się, et mille d’autres galanteries fort jolies et fort riches, mais fort riches, lubo się jeszcze siła rzeczy nie widziało. [Il] n’y a point de comparaison avec ceux de Chocim. Kilka samych sajdaków rubinami i szafirami sadzonych stoją się kilku tysięcy czerwonych złotych. Nie rzekniesz mnie tak, moja duszo, jako więc tatarskie żony mawiać zwykły mężom bez zdobyczy powracającym, „żeś ty nie junak, kiedyś się bez zdobyczy powrócił”, bo ten co zdobywa, w przedzie być musi. Mam i konia wezyrskiego ze wszystkim siedzeniem; i samego mocno dojeżdżano, ale się przecię salwował. Kihaję jego, tj. pierwszego człowieka po nim, zabito, i paszów niemało. Złotych szabel pełno po wojsku, i innych wojennych rynsztunków. Noc nam ostatka przeszkodziła i to, że uchodząc, okrutnie się bronią et font la plus belle retirade du monde. Janczarów swoich odbiegli w aproszach, których w nocy wyścinano, bo to była taka hardość i pycha tych ludzi, że kiedy się jedni z nami bili w polu, drudzy szturmowali do miasta; jakoż mieli czym co począć. […]

W dalszej części listu polski monarcha elekcyjny podawał, iż:

Ale to trefna, że wezyr wziął tu był gdzieś w którymś cicesarskim pałacu strusia żywego dziwnie ślicznego; tedy i tego, aby się nam w ręce nie dostał, kazał ściąć. Co zaś za delicje miał przy swych namiotach, wypisać niepodobna. Miał łaźnie, miał ogródek i fontanny, króliki, koty; i nawet papuga była, ale że latała, nie mogliśmy jej pojmać. […]

bitwa pod Wiedniem

obraz Bitwa pod Wiedniem, źródło: blog.polona.pl

 

Zobacz również: mapa myśli Wojna w 2 poł. XVII wieku Rzeczpospolitej z Turcją

Jeden chętny po ziarna

Chociaż Sobieski nie wymienił w liście do ukochanej tajemniczych zielonych ziaren znalezionych wśród innych łupów w sułtańskich namiotach w tureckim obozie, to jednak był jeden człowiek, którego uwagę one zwróciły. Zgłosił się po nie Polak, niejaki Kulczycki. Jak do tego doszło, dlaczego właśnie on?

kulczycki

Franciszek Jerzy Kulczycki, źródło: wikipedia.pl

 

Franciszek Jerzy Kulczycki przeszedł do historii bitwy wiedeńskiej, jako jeden z tych bohaterów, który przyczynił się do zwycięstwa nad wojskami tureckimi. Jego losy na kilka lat przed starciem na ziemi austriackiej nie są do końca znane. Pojawiają się dziś różnego rodzaju informacje mówiące o Kulczyckim, jako agencie, tłumaczu, pracowniku wiedeńskiej Wschodniej Kompanii Handlowej. Bez wątpienia znał język turecki, dzięki czemu przechadzał się po obozie mahometan zbierając cenne informacje, a nawet przekradając się po raz pierwszy poza stolicę państwa Habsburgów do dowódcy wojsk cesarskich, księcia Karola Lotaryńskiego, a następnie powrócił do Wiedeńczyków z wiadomością o nadchodzącej odsieczy polskiej. W zamian za swoje cenne usługi, Sobieski pozwolił mu wybrać sobie nagrodę z tych łupów, jakie wpadły w ręce chrześcijańskich pogromców Turków. Kulczycki, który spędził wcześniej dwa lata w tureckiej niewoli i poznał tam wartość kawy, poprosił o ziarna tej właśnie rośliny. Pochodzenia trunku nie znali natomiast pozostali żołnierze wojsk polskich, dla których ziarna były zwykłą paszą dla wielbłądów. Sobieski spełnił prośbę swojego rodaka Kulczyckiego przekazując mu worki z ziarnami kawowymi. Najprawdopodobniej Polak zakosztował w niewoli kawy i nawet musiał ją polubić, a w każdym razie postanowił zbić na niej majątek, bowiem zaraz po otrzymaniu worków z ziarnami kawy, otworzył w Wiedniu kawiarnię pod nazwą „Blaue Flasche”, czyli „Pod Błękitną Butelką”. Ówcześnie w Europie kawa już była podawana w Paryżu i Londynie, ale w stolicy Austrii jeszcze była nieznana. Z tego względu Kulczycki początkowo serwował kawę z dodatkiem miodu, a następnie mleka.

 

Kulczycki

pomnik Kulczyckiego w Wiedniu

 

Kulczycki i kawa

Kulczycki roznosi kawę, źródło: tobaccopipeartistory.blogspot.com

Kawa wszechobecna w XVIII-wiecznych polskich i litewskich domach

Od tego momentu popularność kawy zaczęła bardzo szybko wzrastać, także w katolickiej Rzeczpospolitej, mimo, iż był to napój pochodzący od Turków, wyznawców Allaha. Sukces kawy był doprawdy ogromny skoro już w 1 poł. XVIII wieku zaczęła ona wypierać śniadaniową polewkę piwną, co już samo w sobie było szokiem kulinarnym w państwie polsko-litewskim. Popularność czarnego trunku nie tylko nie malała, ale wręcz rosła, biorąc pod uwagę, iż od połowy XVIII wieku, podawana była po obiedzie lub do słodyczy na popołudniowych spotkaniach. Przy czym podawano ją tak jak w kawiarni u Kulczyckiego lub z dodatkami w postaci mleka i cukru w specjalnych porcelanowych filiżankach. Przyczyniło się to do stawiania na stół cukru, chociaż wciąż był drogi, ponadto do rozwoju produkcji fajansu w Polsce, a także zbiegło się to z zakosztowaniem kawy nie tylko przez bogatych, ale również niższe warstwy społeczne. Nawet, jeśli nie wszystkich było stać na ten trunek, to mimo to nie rezygnowano z niego, ale starano się w jakiś inny sposób go serwować przy stole. Dochodziło wtedy do fałszowania czarnego napoju poprzez palenie zboża cykorią, palonym ziarnem, grochem, a nawet żołędziami. W ten sposób kawa stała się popularna nie tylko wśród bogatych, ale także biedniejszej szlachty na prowincji, czy mieszczan, o czym świadczyły istniejące już w 1763 roku w Warszawie dwie kawiarnie, w Rynku dla bogatych oraz za Żelazną Bramą dla biedniejszych. Od tego momentu czarny napój na dobre zakorzenił się nad Wisłą opóźniając skutecznie popularność herbaty. Tą dopiero napędziła anglomania, jaka zawitała w cztery kąty Polaków pod koniec XVIII wieku i na początku XIX.

Zobacz również: kuchnia epoki staropolskiej.

Ja oparłem się kawie, ale zakochałem w herbacie. Moja żona wprost przeciwnie, chociaż u niej zielona herbatka również chętnie jest kosztowana. A Wy, co wybraliście? Także ulegliście czarnemu trunkowi, jak nasi XVIII-wieczni rodacy, czy może nad kawę przedkładacie anglosaską herbatę?