Przywykło się myśleć o Kozaczyźnie XVII-wiecznej, jako luźnej zbieraninie wszelkiej maści ludzi różnego pochodzenia, czy różnego stanu majątkowego, która kierowała się zasadami sprawiedliwości, równości itp. Gdy jednak prześledzimy jej losy podczas samego powstania Chmielnickiego i kilkunastu lat po nim, zapewne nikt nie pozostałby na stanowisku, iż naprawdę Kozaczyzna była równa i sprawiedliwa. W końcu grupowali się w ramach niej mężczyźni przede wszystkim dla zysku, a nie od dziś wiadomo, iż przyjaźń i pieniądze są jak oliwa i woda, nie możliwe do pogodzenia. Ci, którzy twardo upatrują w Kozakach zaporoskich czy dońskich utopijnych haseł rewolucyjno-równościowych bezsprzecznie się mylą. W Europie takie hasła się narodziły, ale znacznie później w XVIII wieku. Natomiast poza starym kontynentem było miejsce na Ziemi, gdzie doszło już pod koniec XVII wieku do ich wystąpienia. To miejsce znajdowało się w prymitywnej, biednej, poza cywilizacją ówczesnego świata … Afryce.

Libertatia

inna mapa obrazująca prawdopodobny obszar         położenia Libertatii na pólnocno-wschodnim Madagaskarze

Ahoj Madagaskar!

Tak, tak, na odległej wyspie u wybrzeży Afryki pojawił się twór, którego śmiało można uznawać za gniazdo haseł rewolucyjno-równościowych, wręcz komunistycznych. To właśnie na tym nietypowym lądzie pod względem fauny i flory, gdzie Maurycy Beniowski chciał zostać królem oraz gdzie próbowano umieścić Żydów, rozwiązując tym samym problem ich państwowości i miejsca na Ziemi, zrodziła się Libertatia, pirackie państwo, które istniało mniej więcej od 1 połowy lat 90-tych XVII wieku aż po pierwsze lata XVIII wieku. Źródeł potwierdzających jego istnienie jest zaledwie kilka i przez to tak mocno Libertatia rozpala do dziś wyobraźnię. Jej losy głównie zostały opisane w książce Charlesa Johnsona pt. „Historia najsłynniejszych piratów, ich zbrodnicze wyczyny i rabunki”, ale przewijają się także w kilku innych dokumentach. Wszyscy piszący obecnie o wspólnocie pirackiej z Madagaskaru korzystają ze tych samych źródeł, ale wcale nie przyczyniło się to, do rozwiązania historii Libertatii. Wręcz przeciwnie, ukazują się różne książki, artykuły, które nie tylko nie wyjaśniają owych zagadkowych dziejów, a jeszcze je dodatkowo gmatwają, w wyniku, czego powstające prace są ze sobą rozbieżne czy całkiem sprzeczne.

 

Zaczęło się wszystko w Genui lub Rzymie

Główny bohater tej opowieści, Misson, pochodził z bogatej prowansalskiej rodziny we Francji. Zdobył staranne wykształcenie, a następnie zapragnął poszukać szczęścia na morzu, podobnie jak wielu innych młodzieńców w jego wieku. Zaciągnął się do francuskiej floty i niebawem uzyskał stopień oficerski porucznika. Służąc na okręcie La Victoire Misson zakotwiczył na krótko w Genui (w źródle Charlesa Johnsona pt. „Historia najsłynniejszych piratów, ich zbrodnicze wyczyny i rabunki” wymieniane jest miasto Rzym), gdzie zaprzyjaźnił się z młodym dominikanem Caracciolim. Do tego stopnia przypadli sobie do gustu, iż postanowili kontynuować swoją znajomość dłużej. W tym celu zakonnik porzucił klasztor i zaciągnął się na jednostkę nowo poznanego przyjaciela.

 

Przełom

Obaj przyjaciele służyli na La Victoire przez kilka miesięcy, po czym pływali na Triomphe i ponownie powrócili na swój poprzedni statek. Służba zwalczająca piratów i ochrona francuskiej żeglugi handlowej były ryzykowne i niezwykle niebezpieczne. Nic więc dziwnego, iż Misson i Caraccioli szybko zmienili zdanie, co do dalszej misji we francuskiej marynarce, na rzecz morskiego rozbójnictwa. Ich planom sprzyjał też los, bowiem przy wybrzeżach Martyniki La Victoire natknęła się na angielskich piratów. Wywiązała się walka w wyniku której ze wszystkich oficerów przy życiu pozostał jedynie Misson. Już wtedy, mimo młodego wieku (niespełna 25 lat), wywierał on ogromny wpływ na załogę. Dzięki temu nie miał żadnych trudności z przekonaniem kamratów do porzucenia niepewnej przyszłości w służbie delfina i zostania piratami. Zgodnie z Johnsonem do radykalnych poglądów przekonywał Missona właśnie Caraccioli.

 

Na nowej drodze

Okręt, po zwycięstwie nad angielskimi rozbójnikami, został doprowadzony do porządku i załoga wyruszyła w swój dziewiczy „piracki” rejs. Myli się jednak ten, kto doszukiwałby się w działaniach Missona i Caracciolego zwyczajnego morskiego bandytyzmu. Swoją postawą udowadniali na każdym kroku, iż nie zamierzali być pierwszymi lepszymi rabusiami. Przekonał się o tym niejaki Butler, stojący na czele angielskiego slupa handlowego, napotkanego parę dni później, któremu zrabowali jedynie żywność i rum, jakich akurat im brakowało. Nie ruszono przy tym reszty ładunku, co było nietuzinkową postawą na morzu, a zwłaszcza wśród piratów. Ta postawa Missona i Caracciolego nie była tylko jednorazowa. Tak właśnie postępowali przez cały okres swojej działalności. Gdy zaś spotkali na swojej drodze statek niewolniczy, to zachowywali się zupełnie inaczej. Swoją pobłażliwość chowali do kieszeni. Jednostkę zdobywali z całą surowością przejmując ładunek i rozdzielając go między swoją załogę, a następnie puszczając wolno schwytanych Afrykanów. Nawet jednak przy tym rabunku, nikogo nie mordowali, ani nie torturowali, co było dziwnym zachowaniem, jak na piratów.

Inni rabusie byli mniej wyrozumiali. Jeśli ofiara nie chciała wyjawić, gdzie ukryła na zdobytym pryzie skarb lub wartościowy towar, to natychmiast była poddawana najwymyślniejszym torturom. Odwrotnie z kolei było, jeśli pokrzywdzony po zdobyciu statku zbyt mocno biadolił nad swoim losem, utratą ładunku. W takich przypadkach piraci nie cofali się nawet przed zaszyciem ust ofierze lub wyrzuceniem za burtę.

Misson i Caraccioli byli więc niezwykle uprzejmi wobec kapitanów zdobytych przez nich statków lub w umiarkowany sposób surowi dla handlarzy niewolników. Tych ostatnich natomiast zawsze uwalniali zgodnie z zasadą, iż wszyscy ludzie są równi.

 

Początkowo baza na Komorach

Bohaterowie niniejszej opowieści, spod białej flagi z napisem A Deo a Libertate, obrali w początkowym okresie na swoją bazę wyspę Anjouan w archipelagu Komorów. Miała ona dogodne położenie na szlakach żeglugowych w kierunku Morza Czerwonego. W trakcie pobytu na Anjouan Misson nawiązał kontakty z sułtanem Maskatu. Relacje te były więcej niż dobre, gdyż nie tylko brał udział wraz z załogą w wojnach prowadzonych przez sułtanat, ale nawet pojął za żonę szwagierkę sułtana, która pozostała przy jego boku aż do śmierci.

 

Libertatia w Zatoce Diego Suarez

Zbyt mało źródeł jest dziś dostępnych na temat misji Missona i Carraciolego, żeby określić, z jakich powodów obaj postanowili przenieść swoją specyficzną wspólnotę nieco bardziej na południe. Misson upatrzył sobie jedną z zatok w północno-wschodniej części wyspy Madagaskaru, znanej, jako Zatoka Diego Suarez. Osada, którą założyli, liczyła początkowo jedynie stan załogi La Victoire, żony przywiezione z Anjouan oraz grupę byłych niewolników, których uwolnili z rąk handlarzy żywym towarem. Szybko jednak liczba mieszkańców wzrastała pod wpływem coraz to nowych, przyłączających się do Liberów, obywateli samozwańczej republiki pirackiej, marynarzy z innych rozbójniczych jednostek operujących na wodach indyjskich. Towarzyszem Missona został m.in. karaibski pirat, kapitan Thomas Tew wraz ze swoim statkiem. Szeregi Libertatii zasiliła również część załogi kapitana Kidda z Adventure Galley. Dowodzi to, iż hasła równościowe były popularne wśród pirackiego bractwa pod każdą szerokością i długością geograficzną. Inni piraci nawet, jeśli nie przyłączali się do Missona, to nie tylko nie żywili wobec młodej republiki wrogich zamiarów, ale nawet gotowi byli jej pomóc w trudnych chwilach. Kilka lat później, po tym jak Libertatia okrzepła, osadę próbowali zniszczyć Portugalczycy. Z pomocą przyszli jej wtedy kamraci z innych osiedli pirackich na Madagaskarze. Tu w tej kwestii także pojawiają się pewne istotne rozbieżności.

William_Kidd

jeden z najsłynniejszych piratów William Kidd

Misson dał się poznać, jako doskonały organizator, który od strony morza zapewnił dostateczną ochronę w postaci ustawionych, na bastionach, dział. Liberowie mieszkali w małych domkach, w których żyli w mieszanych związkach z Malgaszkami. Równościowe zasady Libertatii nie tylko przyciągały, ale także nie generowały konfliktów z sąsiednimi plemionami. Tubylcy, w zamian za siłę roboczą, mieli zapewnioną obronę przed innymi krajowcami oraz piratami. To było ważne zwłaszcza w późniejszych latach, gdy na piracką republikę spadł straszliwy cios.

 

Tragedia

Libertatia była sprawnie zarządzaną wspólnotą przez Radę Starszych wybieraną na 3 lata. Na jej czele stał Obrońca (Preserver), którym został Misson. Jego przyjaciel Caraccioli opracował konstytucję republiki, a pełnił w niej funkcję sekretarza stanu. Natomiast kapitanowi Tewowi przypadło zadanie dowódcy pirackiej floty.

Na jakich zasadach funkcjonowała piracka brać w zatoce Diego Suarez? Podstawy wszelkich regulacji były doprawdy iście rewolucyjne, gdyż nie istniała w ich republice własność prywatna. Zamiast niej była wspólna kasa miejska, z której czerpano odpowiednie środki. Z niej również wypłacano zasiłki niezdolnym do pracy oraz starcom. Przywożony łup był sprawiedliwie dzielony między wszystkich mieszkańców po odliczeniu części wpłaty do skarbca miejskiego. Osada dobrze się rozwijała. Dookoła otaczały ją pola i sady, a w środku mieściły się zakłady rzemieślnicze oraz stocznia, w której zbudowano przynajmniej dwie jednostki. Liberowie mieli zakaz używania wulgaryzmów czy uprawiania hazardu. Tak płynny rozwój miasta sprowadził na nie klęskę, bowiem, o ile tubylczy sąsiedzi, czy piraci z Zatoki Św. Augustyna byli przyjaźnie nastawieni do republiki, o tyle plemiona z głębi lądu miały do niej obojętny lub nawet wrogi stosunek, jako kolejnej osady na wyspie zamieszkałej przez Europejczyków. Misson miał bogate plany w związku z rozbudową Libertatii, a do ich realizacji potrzebował różnych środków, które postanowił zdobyć na północy. Gdy odpłynął z całymi siłami pozostawiając w osadzie jedynie kobiety, dzieci i niezdolnych do pracy lub obrony, na republikę spadł cios śmiertelny. Z głębi lądu napadli na miasto Malgasze. Po krótkiej walce rozgromili obrońców i przystąpili do niszczenia zabudowań. Z pogromu uratowała się jedynie garstka piratów. W pewnych artykułach wprost twierdzi się, iż Misson uciekł ratując swoje życie, a następnie podzielił się skarbem, który zdołał wywieźć z sobą, z kapitanem Tewem. Taką wersję przedstawia również Johnson. Czy tak rzeczywiście było trudno określić. Faktem jest, iż  bez względu na to czy Misson opuścił wcześniej miasto z wyprawą, udając się na północ, czy też uciekł przed kolejnymi hordami nacierających Malgaszów, tragedia, jaka spadła na Libertatię, podcięła definitywnie jej egzystencję. W walce zginął Caraccioli oraz żona Missona. On sam po powrocie z wyprawy uznał najprawdopodobniej, iż miejsce jest przeklęte i trzeba je opuścić. Nie próbował w ogóle go odbudowywać i razem z Tewem zadecydowali o przeniesieniu projektu do Ameryki, aby tam powtórzyć wszystko od nowa. Według Johnsona Tew miał namawiać Missona to powtórzenia projektu w Nowym Świecie, ale ten nie chciał się zgodzić.

Thomas Tew

Kapitan Thomas Tew

Szczęście opuściło jednak całkowicie Missona, gdyż w Cieśninie Mozambickiej statki Obrońcy i kapitana Tewa pod wpływem sztormu, rozdzieliły się. Od tamtej pory słuch o Missonie zaginął, chociaż Tew wierzył jeszcze w jego cudowne ocalenie i dotarcie do jednej z zachodnich wysp Oceanu Indyjskiego. Po kilku latach braku jakiejkolwiek aktywności postanowił ponownie wstąpić na rozbójniczą ścieżkę, lecz prawdopodobnie zginął między rokiem 1710 a 1713, jako ostatni z liderów Libertatii, pirackiego bractwa z Zatoki Diego Suarez o komunistycznym charakterze.