Masz chandrę? Nudzisz się w domu? Pogoda uniemożliwia Ci wyjście na zewnątrz? W takiej chwili warto sięgnąć po książki podróżnicze, szczególnie powinni to zrobić tzw. włóczykije, niepotrafiący usiedzieć nigdy zbyt długo w jednym miejscu. Moja propozycja, na trudny czas dla wielbicieli ciepłej pogody i pędzenia po świecie, to książka dla dzieci i młodzieży pt. „Machiną przez Chiny” Łukasza Wierzbickiego. Została ona wydana staraniem Wydawnictwa Poradnia K. Po jej przeczytaniu od razu nasunęły mi się słowa słynnego przeboju wykonywanego przed laty przez piosenkarkę Marylę Rodowicz „wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet”. W końcu chyba wszyscy marzymy o podróży pełnej przygód w nieznane zakamarki świata bez oglądania się za siebie i zbędnego myślenia o tym, jak tego dokonać. Byle do przodu ………

Chociaż lektura „Machiną przez Chiny” jest adresowana do najmłodszych czytelników, to jednak śmiało można ją również polecić dorosłym. Wynika to z faktu, iż książka została osadzona w realiach słynnej wyprawy z lat 30. XX wieku Haliny i Stacha Bujakowskich, którzy motocyklem otrzymanym, jako prezent ślubny, wybrali się w podróż do Szanghaju w Chinach. Podróż miała swój początek 19 sierpnia 1934 roku w Druskiennikach na Litwie, a zakończyła się 15 marca 1936 roku na Dalekim Wschodzie. Rozwinięciem tej historycznej ekspedycji Bujakowskich jest wydana w 2011 roku, nakładem Wydawnictwa W.A.B. i pod redakcją Łukasza Wierzbickiego, książka Haliny Korolec-Bujakowskiej pt. „Mój chłopiec, motor i ja”, w której dorośli czytelnicy mogą zapoznać się z całością wspomnień z tej wyprawy.

 

 

Pisząc „Machiną przez Chiny” Wierzbicki nie ukrywał, iż dołożył trochę od siebie, czyli nieco ubarwił wyprawę Haliny i Stacha, a nawet pewne wątki zmyślił. Cel został w „słowie od autora” jasno określony, mianowicie autor stwierdził „wiedziałem, że teraz musi powstać druga [książka], dla dzieci”. Pisarz wywiązał się z tego zadania perfekcyjnie. Tym razem zabrał czytelników do Azji, a konkretnie do Chin, aczkolwiek droga jest długa, trudna, pełna przygód i przeciwności losu. Nasi bohaterowie, młode małżeństwo z Druskiennik, dzielnie znosi trudy i problemy wynikające ze żmudnej podróży, nie zraża się chorobami, zerwanym mostem, głodem wynikającym z braku żywności, czy ciągłymi usterkami motocykla. Tym sposobem, czytając tą książkę, dzielnie towarzyszymy Halinie i Stachowi w pokonaniu tysięcy kilometrów przez Polskę, Niemcy, Czechy, Austrię, Rumunię, Turcję, Persję, Indie, Birmę żeby na końcu dotrzeć do Chin. Podróż nie rozpieszczała Bujakowskich, zmagali się z lodem i pustynią, zimnem i gorącem, wodą zalewającą drogę i teren, po którym można było przejechać motocyklem lub brakiem dróg czy mapy, która pozwoliłaby im określić dalszy kierunek wyprawy. Cała podróż obfitowała w różne sytuacje, od tych miłych i przyjemnych, po smutne i niewdzięczne. Kilkukrotnie podróżnikom przyszło borykać się z chorobami, brakiem hotelu i przymusowym noclegiem pod gołym niebem. Mimo to jednak bohaterowie tej historii trwali ciągle razem do momentu aż nie rozdzieliła ich na kilka lat II wojna światowa. Z zapartym tchem, ale także uśmiechem na ustach, czyta się o ich przygodach z małą niedźwiedzicą, o spaniu w pałacu, o artykułach na ich temat w gazetach czy całowaniu przez Heleną tygrysicy. Ile z tych historii wydarzyło się naprawdę można się dowiedzieć przeglądając stronę autora łukaszwierzbicki.pl, gdzie autor konkretnie określił, co było prawdą, a co zostało wymyślone. Całość książki została wzbogacona ilustracjami wykonanymi przez Marzenę Oklejak, autentycznymi zdjęciami z wyprawy Haliny i Stacha do Szanghaju i kolorową mapą przedstawiającą trasę podróży. Wszystkie te – z pozoru jedynie wydającymi się detalami – składają się na książkę ze wszech miar nietuzinkową, z barwnymi opisami, ciekawymi dialogami, wartką akcją, obok której żaden obieżyświat nie może przejść obojętnie.

 

Chętnych odsyłam do innych recenzji książek świetnego pisarza książek dla dzieci Łukasza Wierzbickiego Afryka Kazika.