Kilka dni temu odbyła się premiera filmu Ryszarda Bugajskiego pt. „Zaćma”, opowiadającego o losach słynnej oprawczyni bezpieki, Julii Brystiger, czyli Krwawej Luny. Filmu wprawdzie jeszcze nie widziałem, ale oczywiście wybieram się na tą niezwykle interesującą produkcję. Natomiast jestem już po lekturze książki „Krwawa Luna i inni. Prokuratorzy śledczy systemu stalinowskiego w Polsce” autorstwa Iwony Kienzler. Tym razem popularna pisarka historyczna współpracująca z Wydawnictwem Bellona zmierzyła się z trudną tematyką katów bezpieki i ich mrocznych życiorysów, pełnych niewinnych ofiar, najczęściej patriotów walczących podczas II wojny światowej o wolną Polskę lub o to, żeby na miejsce okupantów hitlerowskich nie przyszedł nowy oprawca stalinowski. Kienzler opisała przede wszystkim życie dyrektorki Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (dalej MBP), Julii Brystiger, aczkolwiek krótsze opisy życiorysów innych katów ministerstwa także pojawiły się na kartach książki. Oprócz Krwawej Luny autorka przedstawiła życiorysy Stefana Michnika, Heleny Wolińskiej, Józefa Różańskiego i Juliana Polana-Haraschina, zwanego, przez swoją mroczną działalność dla komunistów w Polsce, Krwawym Julkiem. Wspomniani wrogowie ludu polskiego nie byli rzecz jasna jedynymi zwyrodnialcami na usługach małych polskich stalinków tj. Bierut, Berman, Minc, Radkiewicz, ale bezsprzecznie największymi oprawcami zaprzęgniętymi w krwawą machinę stalinizmu w wersji polskiej. Wśród nich natomiast prym wiodła ona, diwa polskiej bezpieki, kochanka licznych partyjniaków komunistycznych, Julia Brystiger.

Kim była ta mroczna królowa polskiej bezpieki? No właśnie … Jeżeli drodzy czytelnicy myślicie, że po przeczytaniu tej książki poznacie największą sadystkę UB w Polsce, to jesteście w ogromnym błędzie. Ja książkę przeczytałem i muszę otwarcie powiedzieć, iż o Krwawej Lunie „wiem, że nic nie wiem”. I nie wynika to z faktu, że nie potrafię czytać ze zrozumieniem. Otóż potrafię i wychodzi mi to całkiem dobrze, natomiast problem leży gdzie indziej. Julia Brystiger, albo może Luna, Daria, Maria, Ksenia Prajs, Preiss, Brystiger, Brystigier, Brystyger, Brüstiger, przez całe życie nie dała się nikomu poznać. Nie poznacie Krwawej Luny, gdyż jej załgany życiorys jest sprzeczny, pełen domysłów, poszlak, tajemnic, lub zwyczajnie dziur, w które można by włożyć wszystko. Może gdyby pozostawiła po sobie setki zapisanych stron w pamiętniku, moglibyśmy zrozumieć, czemu osoba odpowiedzialna za śmierć tylu niewinnych ludzi, potrafiła po odejściu z UB, tak po prostu jeździć do Ośrodka dla Niewidomych w Laskach prowadzonego przez siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Również może moglibyśmy zrozumieć, czemu tak wykształcona osoba, niebywale inteligentna, z talentem pisarskim, biegłą znajomością trzech języków obcych (rosyjski, niemiecki, francuski) szukała spełnienia w pracy dla MBP, w dręczeniu ludzi, miażdzeniu jąder mężczyznom z AK i innym Bogu ducha winnym ofiarom. Część historyków znajduje wytłumaczenie tego zachowania Brystigerowej w podłożu seksualnym, a konkretnie w praktykach sadomasochistycznych, tylko pytanie na ile rzeczywiście tak było. Dodam tylko, iż są również znawcy historii, którzy przeczą temu, zganiając na podwładnych Krwawej Luny, których postepowanie musiała ona po prostu tolerować. Powracając jednak do praktyk sadomasochistycznych, czyżby ci wszyscy kochankowie, którzy przeszli przez jej łóżko, nie dawali jej zaspokojenia seksualnego? A może nie przykładali się zbytnio do seksu z krwawą damą polskiej bezpieki, lub wręcz stronili, czy wprost nie zgadzali się na jakiekolwiek ekstremalne zabawy łóżkowe i z tego względu Brystigerowa musiała gnębić więźniów stalinowskiego terroru. Rodzą się więc kolejne pytania, to po co się pchali do niej, po co wchodzili w czułe relacje rezygnując niekiedy nawet ze swoich żon? Czyżby popychała ich do kontaktów na tle seksualnym z Krwawą Luną jej inteligencja, wykształcenie wyróżniające ją ewidentnie na tle pracowników całego resortu? Z pewnością nie była to uroda Brystigerowej, gdyż oceniano ją wyjątkowo przeciętnie, żeby nie powiedzieć wprost, iż bardzo negatywnie „potwornie niezgrabna, kwadratowa, niska, bardzo grube nogi. Agresywna, zaborcza …” czytamy na odwrocie obwoluty książki. Nie będę więcej zdradzał, nie będę pisał tutaj o najważniejszych postaciach jej pożycia seksualnego i pozostawię to do przeczytania w książce, jako zagadkę pośród wielu innych zagadek z jej życia. Wartym jednak wspomnienia są liczne inne interesujące wątki, jak np. kontakty Brystigerowej z rodzeństwem. Deklarowała, iż nie ma między nimi bliższej więzi, że nie zna miejsca ich pobytu poza granicami Polski. Tymczasem po latach okazało się, iż dysponowała taką wiedzą. Znała miejsca zamieszkania, a skoro tak, to najprawdopodobniej utrzymywała z rodzeństwem kontakty. Prawdopodobnie listowne, gdyż spotkanie w jej przypadku byłoby zarówno dużym utrudnieniem, jak i wyzwaniem. Może nawet próbowała po odejściu z UB uciec z Polski, gdy starała się o wyjazd do Francji do rodziny. Trudno powiedzieć cokolwiek pewnego na ten temat, podobnie, jak w wielu innych kwestiach, np. kontaktu z synem Brystigerowej, kontaktów z Bierutem, wzajemnej pomocy między Krwawą Luną a Władysławem Gomułką i takich dziwnych wątków jest wiele.

Pomimo tych dziur, tajemnic „Krwawa Luna i inni” to ciekawa książka odkrywająca przed czytelnikami skrywane historie z okresu międzywojnia i czasów po II wojnie światowej, tajemnice bezpieki w Polsce, trudne momenty historii Polski. Kienzler w interesujący sposób, swoim lekkim piórem, opisuje mroczne historie największych sadystek i sadystów ubecji, skupiając się przede wszystkim na Juli Brystigerowej. Książka wydana nakładem Wydawnictwa Bellona składa się z krótkiego wstępu, po którym pojawiają się podrozdziały opisujące w zasadzie od kuchni działalność, metody śledcze i pracę operacyjną UB. Szczególnie drugi podrozdział zatytułowany „Praca operacyjna i metody śledcze aparatu bezpieczeństwa w okresie stalinowskim” zainteresuje niejednego czytelnika lubującego się w krwawych jatkach czy torturach, bowiem autorka opisuje wymyślne metody znęcania się, pastwienia się nad drugim człowiekiem, stosowane przez katów i oprawców komunistycznych. Pozwolę sobie nawet przytoczyć fragment tych jakże makabrycznych, pełnych finezji – jeśli to słowo ma tutaj zastosowanie – wymyślnych tortur, ulubionych metod wymuszania przez ubeków zeznań lub przyznawania się do winy.

Ulubionymi przez ubeków sposobami wymuszania zeznań były: bicie po całym ciele, a zwłaszcza po stopach, gumową rurką z metalowym rdzeniem, topienie przesłuchiwanego przez wpychanie w usta butelki z wodą, wieszanie na sznurkach przywiązanych do kciuków, wyrywając je ze stawów, miażdżenie palców, które wkładano między framugę zatrzaskiwane drzwi, rażenie prądem, wyrywanie paznokci, nazywane przez ubeków „manikiurem”, przypalanie stóp rozżarzonym prętem oraz tzw. pal Andersa, czyli sadzanie na nodze odwróconego stołka, która wbijała się w kiszkę stolcową, powodując niewyobrażalny ból. Innym sposobem na wymuszenie zeznań była tzw. metoda haka, kiedy osobie przesłuchiwanej związywano nogi i ręce, a następnie, kładąc skrepowane nogi na taborecie, sadzano go w taki sposób, że cały ciężar spoczywał na wystającym ze ściany haku.

Gdy już przebrniecie przez te podrozdziały traficie na to, co moim zdaniem jest najlepsze, czyli zagmatwane, a zarazem załgane życiorysy piątki największych zwyrodnialców resortowych. Książka kończy się zaś na bibliografii i indeksie osobowym, ułatwiającym szybkie wyszukanie konkretnych postaci.

Książkę „Krwawa Luna i inni” czyta się bardzo łatwo i przyjemnie. Należy docenić autorkę za trud, który zadała sobie pisząc dzieło na temat całkowicie jej obcy. Przynajmniej potwierdza to jej twórczość. Kienzler specjalizuje się bowiem w historiach z alkowy, czyli sferze miłosnej polskich władców i znanych osobistości, natomiast twórczość poświęcona stalinizmowi to zupełna nowość w jej dorobku. Muszę przyznać, iż Kienzler poradziła sobie z tym zadaniem na 4 z plusem. Niniejsza książka powstała, nie licząc bibliografii i indeksu, na 246 stronach i po jej przeczytaniu z pewnością każdy stwierdzi, iż nie był to czas zmarnowany.

Jedynym mankamentem, który mnie zraził – ktoś inny zapewne znalazł by więcej niż jeden, o co też specjalnie nie ma co mieć pretensji do autorki, gdyż nie specjalizuje się w okresie po 1945 roku i tematyce ubecji – jest bibliografia. Zamiast ważnych dzieł wydanych np. przez IPN, czyli znawców tegoż zagadnienia (jedynie kilka odwołań do pozycji IPN-u) – dominują u Kienzler linki do stron internetowych, niekiedy prowadzonych przez amatorów lub jednoznaczne poglądowo portale/instytucje. Dla mnie jako historyka i politologa jest bardzo ważnym popularyzacja polskiej historii wśród Polaków, a zwłaszcza dzieci i młodzieży, lecz w tyle głowy zawsze świta mnie także powaga warsztatu pisarza i/lub historyka. Kienzler odwołując się w połowie (78 na 157 pozycji w bibliografii) do stron internetowych (których z pewnością nikt nie weryfikował pod względem prawdziwości zamieszczanych treści), zamiast oprzeć się na specjalistycznej literaturze, w zasadzie udowodniła lub potwierdziła dwie rzeczy. Po pierwsze, że jest tylko pisarką historyczną i nigdy nie będzie historykiem-badaczem, stąd nie można jej zarzucać odtwórczego pisania, gdyż jej rolą nie jest odkrywanie i opracowywanie białych plam polskiej historii. A po drugie, utwierdziliśmy się w przekonaniu, że Kienzler potrafi arcyciekawie pisać zarażając innych pasją do historii. Polecam więc bardzo serdecznie książkę „Krwawa Luna”, która dostarczy Wam moc wrażeń, zarówno pozytywnych, wynikających z faktu przeczytania frapującej lektury, jak i negatywnych w sensie złości na komunistów za ich okropne, sadystyczne postępowanie względem niewinnych ludzi.  Dzieło warte polecenia.

Udanego czytania życzy know-howhistoria.pl. Portal o pasji dla ludzi z pasją.

Autor: Iwona Kienzler

Tytuł: „Krwawa Luna i inni”

Wydawca: Bellona

Miejsce i rok wydania: Warszawa 2016

Liczba stron: 267

 

Zachęcamy do przeczytania innej recenzji książki Iwony Kienzler. Możecie to zrobić tutaj: Dziwactwa i sekrety władców Polski