W Polsce na naszym tronie zasiadali różni władcy. Mieliśmy monarchów śmiertelnie zakochanych jak Jan III Sobieski (w Marysieńce) i zwykłych babiarzy zmieniających kochanki jak rękawiczki, do których należy zaliczyć Kazimierza Wielkiego, Zygmunta Augusta czy Augusta II Mocnego. Mieliśmy na tronie pasjonatów nauki jak Władysław IV Waza, bądź miłośników alchemii jak jego ojciec Zygmunt III Waza. Sprawowali w Polsce władzę okrutnicy, np. Bolesław Chrobry, ale również handlarze niewolników jak Mieszko I. Właściwie każdego z władców Polski moglibyśmy w pewien sposób skategoryzować, ale pośród nich był jeden monarcha ze wszech miar inny, skromny, posiadający niezwykle różnorodne zwyczaje i gusta. Tym władcą był oczywiście Władysław Jagiełło, znany chyba wszystkim z wygranej bitwy z Zakonem Krzyżackim pod Grunwaldem w dniu 15 lipca 1410 roku oraz założenia w Polsce dynastii Jagiellonów. Ogromnej niechęci kronikarza Jana Długosza do Jagiełły, zawdzięczamy to, że dysponujemy dzisiaj Rocznikami, czyli Kronikami sławnego Królestwa Polskiego, w których przetrwało do naszych czasów wiele informacji dotyczących życia prywatnego tegoż władcy oraz jego upodobania.

Władysław Jagiełło

A doprawdy jest, o czym pisać, gdyż Jagiełło długo panował w Polsce i na Litwie i miał wiele okazji do tego, żeby pokazać swoje „prawdziwe ja”. Po pierwsze jak na średniowiecznego władcę wyjątkowo troszczył się o swoje zdrowie i usposobienie. Przede wszystkim dbał o czystość ciała, co w tamtych czasach było wielką rzadkością. „Łaźni zazwyczaj co trzeci dzień, a niekiedy częściej używał” podawał wspomniany kronikarz Długosz. Być może łaźnia odegrała w życiu Jagiełły bardzo dużą rolę, może nawet zadecydowała o tym, że to właśnie on zasiadł na tronie w Krakowie. Mianowicie, aby przekonać do siebie królową polską Jadwigę, Jagiełło przyjął nawet w łaźni jej specjalnego wysłannika Zawiszę Czerwonego z Oleśnicy wysłanego w celu sprawdzenia wyglądu Litwina. Na polskim dworze, ale również, a może głównie tam, w toczeniu jadwigowego narzeczonego Wilhelma Habsburga, krążyły niesamowite bowiem plotki o Jagielle. Miały one na celu zdyskredytować jego osobę oraz zniechęcić młodą Polkę do mariażu z Litwą. Możemy łatwo wyobrazić sobie owe plotki skoro Długosz pisał

z udzielonych jej przez pewnych ludzi fałszywych informacji nabrała przekonania, że [Jagiełło] jest nie tylko z obyczajów, ale i z urody dzikusem oraz z obyczajów i czynów barbarzyńcą.

Na szczęście dla Jagiełły spotkanie w łaźni z wysłannikiem Jadwigi rozwiało wszelkie wątpliwości i potwierdziło, że jest normalnym, tradycyjnym z budowy ciała jak inni mężczyźni chrześcijańscy, a nie dzikim zarośniętym niedźwiedziem. Rola łaźni mogła być więc wprost nieoceniona w zawarciu unii polsko-litewskiej w Krewie.

W tym miejscu warto jeszcze dodać, iż Jagiełło nigdy nie był babiarzem, pomimo, że miał cztery żony. Przynajmniej trzy z nich są dzisiaj podejrzewane o przyprawianie mu rogów (zobaczcie, co pisze na ten temat Iwona Kienzler w książce Wierny mąż niewiernych żon Władysław Jagiełło, Wydawnictwo Bellona), a mimo to współcześni jemu postrzegali tego króla, jako grzesznika. Zgodnie więc uznano, że spotkała go kara Boża w postaci uderzenia pioruna w 1419 roku. W wyniku tak nieszczęśliwego zdarzenia Jagiełło

ogłuchł nieco, a odzież jego wszystko siarką cuchnęła.

Jeszcze ciekawiej przedstawia się stosunek Jagiełły do trunków wyskokowych. Mówiąc bardziej współczesnym językiem starał się on nie obciążać swojej wątroby. W tym celu unikał niebezpiecznych trunków. Zwycięzca spod Grunwaldu był po prostu abstynentem pijącym jedynie wodę źródlaną lub mleko. Z trunkami miał w ogóle problem, gdyż unikał wszelkich podejrzanych sytuacji, podczas których mógł zostać otruty. Miał na tym polu spore obawy. Do tego stopnia bał się o swoje życie, iż „szat, nożów stołowych i innych naczyń nie pozwalał komu innemu sobie przynosić krom tego, który miał takową powinność zleconą”. Poza tym w wodzie łatwiej było wyczuć truciznę, niż w alkoholu. Być może, dlatego Jagiełło nie sięgał nigdy po alkohol, obojętnie, jaki to byłby trunek, rezygnując z niego na rzecz wody. Z drugiej jednak strony takie zachowanie, jak przytoczone w zacytowanym fragmencie, mogło być równie dobrze spowodowane specyficznym charakterem. Potwierdzałoby to, że król

w rzeczach nie chciał mieć nic wspólnego z drugimi przeto nie lubił, ażeby kto tknął się jego szaty, łóźka, krzesła, konia, chusteczki, kielicha i innych podobnych rzeczy, których używał.

Wreszcie opisane zachowanie mogło być spowodowane zaburzeniami nerwowymi, np. pewnym rodzajem fobii. Dla przykładu mogły być to hafefobia, czyli lęk przed dotknięciem przez inne osoby lub mizofobia, a więc lęk przed nieczystością, zanieczyszczeniem. Ta ostatnia fobia świetnie łączyłaby się z jego wyjątkową, jak na epokę średniowiecza, czystością.

Gdy jednak król Władysław nie pił, a z kolei jadł, to szczególnie chętnie sięgał po owoce, prócz oczywiście jabłek, za zapachem, których totalnie nie przepadał. Wspomniany Długosz podawał, że „jabłek i ich zapachu [Jagiełło] nienawidził, dobre jednak i słodkie gruszki po kryjomu jadał”. Oprócz jabłek i gruszek na dworze tegoż władcy trafiały się z owoców także wiśnie, czereśnie, czy powidła słodzone miodem. Władca miał osobny dwór od swojej małżonki Jadwigi i liczył on kilkadziesiąt osób oraz oddzielne stoły. Pomijając owoce na dworze Jagiełły chętnie jedzono również różnego rodzaju mięsiwa. Ogólnie podczas jednego posiłku przypadało na mężczyznę ok. 2 kg mięsa !, natomiast na kobietę ok. 1,3 kg !, przy doliczeniu do dworu czeladzi i ciurów żywiących się resztkami w ilości ok. 300 g na osobę. Wiedza nasza na ten temat pochodzi z zachowanych rachunków gospodarskich czy spisów inwentarzowych kuchni. Do tego z mięsa jedzono chętnie duszoną lub pieczoną wołowinę, a także wieprzowinę, drób (kury, kurczaki), rzadko natomiast, ale również prosięta, baraninę, cielęcinę oraz kaczki i gęsi. Jeszcze rzadziej, na specjalne okazje, pojawiała się dziczyzna. Wśród zużywanych produktów w spisach były także masło i słonina, z warzyw np. pietruszka czy cebula, a także grzyby i manna. Dodatkiem do posiłków było pieczywo, które podawano w wielorakich gatunkach od chleba poczynając, poprzez bułki, rogaliki, obwarzanki, a skończywszy na plackach z serem, makiem itp.

Po posiłkach, gdy nasz polski władca litewskiego pochodzenia zaspokoił głód, wyjątkowo chętnie leżakował korzystając, niczym maluszki w przedszkolach, z poobiedniej drzemki. Nie było to jednak jego największą rozrywką, podobnie z resztą jak i jedzenie. Największą przyjemność Jagielle dostarczały polowania, które nie znudziły mu się aż do późnej starości, co potwierdzał Jan Długosz pisząc

zamiłowany w myślistwie od dzieciństwa aż do zgonu […] Wszystkie myśli swoje rad zwracał ku tej zabawie.

Do tego stopnia władca Polski i Litwy uganiał się po lasach za zwierzętami, że jeszcze w wieku 75 lat polując na niedźwiedzia w Puszczy Białowieskiej przypłacił swoje hobby kontuzją łamiąc nogę. Przywiązanie króla do myślistwa dostrzegali poddani. Ganił tą rozrywkę monarchy Długosz podając „ani miary zachować, ani czasu oszczędzać umiał” i dodawał „zaniedbywanie spraw publicznych i ściąganie sobie słusznych zarzutów”.

Chociaż Jagiełło został ochrzczony i wyrzekł się pogańskiej religii to jednak pozostał człowiekiem zabobonnym. Według kronikarza wiarę w przesądy zawdzięczał właśnie swojej matce. Objawiało się to tym, że

wyrywał włosy z brody, i powplatawszy je między palce, wodą ręce obmywał. Zawsze nim z domu wyszedł, trzy razy obracał się wkoło, i słomkę na trzy części złamaną rzucał na ziemię: nauczyło go tego matka […] ale dlaczego i w jakim celu to czynił, nikomu za życia nie chciał powiedzieć.

Trudnym do wytłumaczenia było również to, iż Jagiełło „lubił także patrzeć na bujającą w jego oczach huśtawkę”.

Na podstawie przytoczonych cech śmiało można stwierdzić, iż Jagiełło, mimo przynależności do dynastii monarszej, zachowywał się więcej niż normalnie, jak zwykli śmiertelnicy, chociaż niektóre gusta, zwyczaje i upodobania miał nietypowe.