Mój głos w polemice dot. artykułów Sebastiana Adamkiewicza pt. Maturalna porażka oraz Nieudana matura 2017 – burzliwa dyskusja wśród naszych czytelników.

Przez Internet przeszła istna burza po tym, jak przedstawione zostały wyniki tegorocznych matur z Historii i WOS-u. Zarówno na FB, Twitter i innych portalach społecznościowych lub opiniotwórczych setki osób wypowiadało się na ten temat nie kryjąc swojej dezaprobaty dla tak niskich wyników. Dla przypomnienia średni wynik z Historii wyniósł 33 %, natomiast z WOS-u 26 %. W komentarzach do tych „osiągnięć” maturzystów najczęściej padają określenia tj. „zaledwie”, „tylko”. Do tego oczywiście komentarze wzbogacone są najróżniejszymi możliwymi przyczynami owej klęski. Padają oskarżenia o coraz większą głupotę młodego pokolenia, o problemy systemowe, o coraz gorsze nauczanie w szkołach, wreszcie z każdym rokiem słabszą kadrę nauczycielską. Czy wszystkie oskarżenia są zasadne? Jak ja to widzę, czynny nauczyciel Historii i WOS-u po 5-letnich studiach magisterskich oraz 3-letnich studiach licencjackich, przedstawiam moim zdaniem 4 najważniejsze problemy wpływające na obecne wyniki tegorocznych matur …

 

Problem pierwszy – Najlepsza kadra kosztuje najlepsze pieniądze, więc kształcenie jest odzwierciedleniem naszej kadry!

Wbijam kij we własne mrowisko, ale trudno, mówię jak to wygląda naprawdę. Otóż, wielkie firmy prywatne nie zostały zbudowane w oparciu o słabą kadrę, niewykształconą, kiepsko opłacaną. Dziwię się w związku z tym, czemu tak wielu ludzi w Polsce ma pretensje do jakości kształcenia. Chcieliby mieć oni tanią kadrę, która kształci omnibusów, nie zastanawiając się w ogóle nad sensem swoich oczekiwań. Jeśli chcemy najlepszych nauczycieli, czyli najlepszych absolwentów uczelni w szkołach uczących nasze dzieci, w związku z tym pomyślmy, jak ich ściągnąć do polskich szkół. Byłeś czytelniku wybitnym studentem, któremu kadra profesorska wieściła wielką karierę zawodową? I nie poszedłeś pracować w szkole? To odpowiedz sobie samemu, dlaczego nie uczysz dzisiaj dzieci? Według mnie problemem zasadniczym są finanse. Wbrew licznym opiniom krążącym po Internecie czy w mediach praca w szkole nie przynosi milionów, nawet nie jest dobrze płatna na warunki polskie. Początkujący nauczyciel przy 18 godzinach dydaktycznych etatu zarabia ok. 1750 zł na rękę, natomiast nauczyciel kontraktowy ok. 1950 zł. Dla wielu ludzi to mogą być małe pieniądze, dla innych natomiast duże. Nie to jest ważne, aby porównywać te zarobki do swoich własnych. Istotne jest czy uważacie, że za takie pieniądze można ściągnąć do pracy w polskich szkołach najlepszych specjalistów. Moim zdaniem nie można. Nie oszukujmy się, najlepsi studenci z prestiżowych uczelni nie wybiorą pracy w szkole za takie pieniądze. Zdolny matematyk, fizyk, informatyk rzadko wybierze pracę dydaktyczną, jako formę zatrudnienia. Z reguły lądują w sektorze prywatnym, gdzie czekają ich lepsze pieniądze oraz perspektywy awansu. Podobnie jest z absolwentami Historii i WOS-u. Ci najlepsi nie będą w szkole uczyć przyszłe pokolenia, ale raczej zostaną na uczelniach, podejmą pracę w instytutach badawczych, wydawnictwach, zajmą się dziennikarstwem, polityką ogólnokrajową lub samorządową, ewentualnie założą własną działalność gospodarczą. Wniosek prosty, Polacy błędnie oczekują nie wiadomo jakiego nauczania od nauczycieli, czyli tych, co byli średni, przeciętni szkole lub na uniwersytetach. Oczywiście nie należy wszystkiego brać dosłownie, od każdej reguły są wyjątki. Wśród wykonujących zawód nauczyciela znajdziemy na pewno wielu pasjonatów, którzy mieli super wyniki na swoich uczelniach. Niestety, znajdziemy ich zbyt mało w stosunku do całej liczby nauczycieli w naszym kraju.

Pamiętajmy, eksperci wybierają inne miejsca zatrudnienia niż szkoła! Dlaczego? Bo tam zarobią znacznie więcej niż w szkole!

 

Problem drugi – Brak odpowiednio wykształconych kadr

Każdy kiedyś chodził do szkoły lub może chodzi nadal. Zastanówmy się w związku z tym, kto uczy poszczególnych przedmiotów w szkole. Słabe zarobki w szkolnictwie sprawiły, że od wielu lat są niedobory fachowców. Królują podyplomówki i kursy doszkalające, rzadko osoby z dwoma różnymi kierunkami wybierają pracę dydaktyczną. Z tego powodu matematycy uczą chemii i fizyki, poloniści uczą kultury, sztuki, plastycy uczą techniki, sztuki. Kto uczy Historii i WOS-u? Historii uczą na szczęście najczęściej historycy, ale dodatkowo także poloniści, natomiast WOS-u historycy, rzadziej poloniści i również nauczyciele geografii. Na jakiej zasadzie to się odbywa? Liczy się czas i pieniądze, podyplomówka roczna lub półtoraroczna jest znacznie szybsza i tańsza niż 3-letnie, a już na pewno 5-letnie studia, jako drugi kierunek. Oczywiście zdarzają się osoby niezwykle ambitne, które po podyplomówce same nadrabiają własne braki w domu. Ale nie łudźmy się, niewielu jest nauczycieli, którzy nadrabiają braki wynikające z ograniczonego materiału na podyplomówkach. Dlaczego? Ponieważ dla uczniów, w większości zainteresowanych tylko kilkoma swoimi ulubionymi przedmiotami, wystarczy wiedzy nauczyciela po podyplomówce aż nadto.

 

Problem trzeci – Brak pracy wpływa na dobór zdających

Historia, WOS? A co robić po tych kierunkach? Od kilkunastu lat mamy taki właśnie przekaz w mediach. Nie ma pracy po tych kierunkach, a zwłaszcza nie ma dobrze płatnej pracy. Przekłada się to na dobór osób zdających te przedmioty na maturze. Nie wybierają ich pasjonaci, chyba, że samobójcy finansowi. Głównie jednak po maturze przez taki system matur, jaki mamy w Polsce, Historię i WOS wybierają osoby niezdecydowane, co do swojej przyszłości zawodowej. Z pewnością panuje mylny przekaz wśród uczniów szkół, iż materiał z tych przedmiotów jest łatwy. W praktyce jednak materiał ten jest bardzo rozbudowany, zaś czasu na jego przerobienie wyjątkowo mało. Niezdecydowani uczniowie wpadają w związku z tym w pułapkę, z której nie ma dla nich szczęśliwego wyjścia. Efekt widzimy w postaci wyników tegorocznych matur. Zdający przystępują do zdawania z małą wiedzą lub wiedzą, której nie potrafią w praktyce przełożyć na wysoki wynik.

 

Problem czwarty – Najwięcej do powiedzenia w kwestii nauczania mają pseudoeksperci

Oglądanie dzienników telewizyjnych nie zrobi z nas od razu nie wiadomo, jakich znawców wiedzy o społeczeństwie, politologii, stosunków międzynarodowych, geopolityki. Podobnie, jak posiadanie koszulki patriotycznej z orzełkiem czy Żołnierzami wyklętymi nie uczyni z nas w jednej chwili ekspertów historycznych. Często nasze społeczeństwo (podobnie z resztą jak inne) ulega dziwnej tendencji, że, gdy toczą się Mistrzostwa Świata czy Europy w Piłce Nożnej, to większość z nas staje się ekspertem w tej dziedzinie sportowej. Otóż jest to błędne myślenie. Zachowajmy zdrowy rozsadek. Nikt z nas nie jest ekspertem w dziedzinie, z którą ma się styczność przez chwilę w postaci jednej rekonstrukcji historycznej czy obejrzanego zabytku. Kilkukrotnie przeprowadzane przez CBOS badania dotyczące znajomości wydarzeń historycznych wśród Polaków jednoznacznie pokazują, iż od lat już jest zapaść edukacyjna w tym względzie. I to nie od lat 5, czy 10, ale znacznie dłużej, gdyż już w latach 90. XX wieku większa część narodu polskiego miała problem ze znajomością podstawowych dat z historii Polski. Nie wpadajmy w złość, histerię, podejdźmy spokojnie do tego, iż popularyzacja historii od wielu lat przyczyniła się do wzrostu zainteresowania historią i świadomości historycznej Polaków. Natomiast w znacznie mniejszym zakresie przyczyniła się do wzrostu konkretnej wiedzy historycznej, a wręcz ta wiedza się jedynie pogorszyła w stosunku do badań sprzed 30 lat. Nie jesteśmy, więc ekspertami historycznymi, ani politologicznymi. Pozostawmy nauczanie tym, którzy się na tym lepiej znają od statystycznego Kowalskiego.

 

Inne problemy

To są moim zdaniem największe bolączki, które wpływają niekorzystnie na zdawalność matur, także tej tegorocznej. A gdybym miał podać jeszcze kolejne to oczywiście byłyby to problemy systemowe, papierologia zamiast przede wszystkim kształcenia, problemy natury prawnej, kolejne reformy szkolnictwa nic niewnoszące do samego kształcenia, coraz słabszy poziom uczniów, mylne przeświadczenie, że większość uczniów musi podjąć dalsze kształcenie na studiach.

 

Przygotowujesz uczniów do matury, testów, konkursów? Może Cię zainteresują przykładowe testy wiedzy z Historii Polski lub wojskowości. Wejdź i zobacz Historia Polski 966-1466, Historia Polski 1505-1795, Historia wojskowości – starożytność.