Z pewnością każdy w dzisiejszych niezbyt pewnych czasach chciałby mieć jakieś zabezpieczenie finansowe na wypadek utraty pracy, czy wzrostu obsługi kredytu lub ewentualnie na bezpieczną przyszłość dla swoich dzieci. Większość marzy – i na marzeniach często się kończy – uzyskać dochody pasywne, czyli takie, które mamy bez względu na nasz dalszy wkład pracy. Tzn. raz poświęcamy swój czas, żeby osiągnąć takie dochody, a później już tylko pilnujemy żeby nam regularnie spływały na konto. Podobnie było z marzeniami na przełomie XIX i XX wieku. Ludzie wtedy także chcieli zainwestować nadwyżkę finansową w jakiś interes, który dawałby im stały pewny miesięczny lub roczny dochód. Jednym z takich myślących przedsiębiorczo ludzi był słynny pianista, premier i minister spraw zagranicznych Polski, uczestnik Konferencji wersalskiej kończącej I wojnę światową, Ignacy Jan Paderewski. Niestety, jemu nie udało się. Dlaczego? … Jeśli marzysz o zainwestowaniu dużych pieniędzy w jakiś interes to przeczytaj jakie błędy popełnił Paderewski, żeby ich w swoim życiu uniknąć.

Sukces z jednej dziedziny można przełożyć na sukces w drugiej?

 

Niejeden raz w historii świata uzdolniony człowiek, który odniósł sukces w jakiejś dziedzinie życia, postanowił następnie poszukać ponownego sukcesu w biznesie. Tak, tak, w biznesie. Myślał sobie skoro ma tak wybitny talent w literaturze, sztuce, sporcie itp. to równie dobrze może mieć talent do interesów. Cóż, niektórym się rzeczywiście udało odnaleźć w sobie pokłady innego jeszcze, drugiego talentu, w większości jednak okazywało się, iż ich limit talentów już został wyczerpany na jednej dziedzinie. W ten sposób tracili zarobione pieniądze, rezygnowali z prób zawojowania biznesu wracając z podkulonym ogonem do swojej dziedziny, przechodzili na emeryturę spędzaną w zaciszu domowym lub sięgali po fachowców od inwestowania. Część w ogóle nie traciła czasu na próby budowania imperium biznesowego i od razu przechodziła do tego ostatniego, czyli zatrudniała specjalistów od pomnażania majątku. Czemu o tym piszę? Ponieważ jednym z takich talentów był wspomniany na początku niniejszego tekstu nasz wybitny polski pianista Paderewski. Powracam więc do pytania:

Czy talent w jakiś dziedzinie, który przerodził się w niebywały sukces oraz ogromny majątek, powinien być zachętą do szukania ponownego sukcesu w biznesie? Czy może wręcz przeciwnie, osoba obdarzona pewnym rodzajem talentu wyczerpała już swój limit szczęścia w innych dziedzinach, niczego nie osiągnie, szkoda jej fatygi? Przeczytajcie, jak Paderewski próbował swoich sił w biznesie … i dlaczego mu się nie udało!

O tym, jak na prawdę robi się wielką karierę!

 

Ignacy Jan Paderewski jest jednym z trzech najbardziej znanych polskich polityków XX wieku. Dzieci uczą się o nim w szkole przede wszystkim dlatego, iż obok Józefa Piłsudskiego oraz Romana Dmowskiego jest on wymieniany, jako ten, który w największym stopniu przyczynił się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Wymienia się go przy tym, jako światowej sławy pianistę, rzadko jednak wspominając, że człowiek ten zrobił większą karierę w globalnej skali niż Fryderyk Chopin czy Artur Rubinstein. Kariera Paderewskiego jest trochę przykładem takiego amerykańskiego snu, od pucybuta do milionera, chociaż, gdybyśmy wniknęli w szczegóły okazałoby się, iż mamy do czynienia nie z czyścicielem butów a korepetytorem pianina i nie milionerem a kimś, kto poprzez ciężką pracę zarobił miliony, ale wiele z tych pieniędzy w „dziwny” sposób mu wyparowało.

Ignacy_Paderewski_02

Ignacy Jan Paderewski, źródło: wikipedia.pl

Niebywały talent Paderewskiego pozwolił mu zarobić grube miliony. Początkowo występował wszędzie, gdzie się tylko dało, na prywatnych przyjęciach w rezydencjach bogatych i wpływowych ludzi, na recitalach, różnego rodzaju koncertach i koncercikach, a w końcu pojechał na pierwsze tournée po Ameryce, po którym przyszły kolejne trasy. Pierwsze poważne honorarium zarobione za liczne koncertowanie w USA opiewało na kwotę 6 tys. funtów (obecnie ok. 480 tys. dolarów). Po nim przyszły zawrotne kwoty, jak 100 tys. dolarów (obecnie 2 mln dolarów), czy pół miliona. Nie myślcie sobie, że płacili za darmo. Co to, to nie. Wszystko okupione potem (ponad 30 tys. km pociągiem, a w ciągu 117 dni aż 107 koncertów i 86 przyjęć! Podczas pierwszego tournée) oraz krwią (dwukrotna kontuzja palca). Talent objawił się w pełni, chociaż sukces przede wszystkim był wypracowany. Jak powiedział jeden mądry człowiek: sukces to 1 % talentu i 99 % ciężkiej pracy. W przypadku Paderewskiego zostało to jak najbardziej podparte konkretnymi faktami. Dziennie mistrz pracował od 6 do 8 godzin, a przed poszczególnymi trasami koncertowymi nawet po kilkanaście godzin na dobę poświęcał się pracy przy fortepianie. Nie tylko więc nie zmarnował swojego potencjału, a wręcz go pomnożył umiejętnie przekładając na sukces finansowy. Mało tego, Paderewski wiedział nawet, że majątek raz zdobyty może się szybko rozejść, zważywszy, że wirtuoz zdradzał pewne niepokojące – dla stanu swojej gotówki – cechy charakteru, które mogły go pozbawić wszystkiego, czego się dorobił.

Zobacz artykuł o dochodach pisarzy okresu międzywojnia w Polsce. Czy można je porównać w ogóle do ogromnych dochodów Paderewskiego?

Po pierwsze nie umiał odmawiać, co skrupulatnie zauważało wielu różnych podejrzanych ludzi, chociaż także licznych uczciwych przy nim nie brakowało, którzy naturalnie – korzystając z dobroci serca artysty – przychodzili do niego po prośbie. Stał się on przez to, chcąc nie chcąc, jednym z najhojniejszych filantropów. Zwłaszcza chętnie wspierał środowiska polonijne poza granicami, ale również nie żałował grosza na wsparcie Polaków mieszkających pod zaborami. Utarło się nawet przekonanie, iż Paderewski nigdy nie odmawiał, co przy jego zarobkach, było istotnym problemem. Miał bowiem z czego dawać i z czasem przełożyło się to na kolejną niepokojącą cechę jego charakteru – uleganie innym. Całe życie z resztą zmagał się z tym. Ściągał do siebie wielu ludzi, działał na nich niczym lep na muchy. Przez to w jego otoczeniu namnożyło się lizusów, hochsztaplerów, ludzi podejrzanej konduity, nawet jego druga żona, Helena (po pierwszym mężu Górska), co rusz pakowała go w nowe kłopoty lub narzucała Paderewskiemu kolejne niezbyt dobre znajomości.

Paderewski grajacy

Paderewski gra a publiczność słucha, źródło: http://www.lazienki-krolewskie.pl

Inwestor, biznesmen, czy może jedynie naiwny marzyciel o stałych pewnych dochodach?

 

Mimo objawiających się słabostek charakteru Paderewski wykazywał się inteligencją. Zdawał sobie sprawę z konieczności zainwestowania licznych nadwyżek swoich zarobków, w przeciwnym razie pieniądze mu się rozejdą. Dobrze, że miał świadomość swoich zdolności w biznesie – a raczej ich braku – oraz tym bardziej braku czasu. Postanowił, iż odda sprawy we właściwe ręce i powierzy swoje ciężko zarobione pieniądze ekspertom, którzy żyją z tego, że pomnażają cudzy majątek. Dobrze, że postanowił posłuchać fachowców, źle niestety dla niego, iż w ich doborze zdecydował się polegać na swojej żonie, Helenie, która poleciła mu własnego kuzyna Stanisława Roszkowskiego. Ten były powstaniec styczniowy, zesłaniec z Syberii, wykazał się do tej pory pewnymi umiejętnościami w zarządzaniu w górnictwie czy cukrownictwie, ale w roli menadżera majątku Paderewskiego, nie sprawdził się całkowicie. Wolał doglądać własnych finansowych spraw załatwianych przy okazji wypełniania pełnomocnictwa wirtuoza. Roszkowski okazał się oszustem, spekulantem inwestującym środki artysty w różne przedsięwzięcia, często bez jego wiedzy i zgody. Okazywały się one następnie klapą finansową.

Z prób zakupienia majątku w kraju, gdzie mistrz mógłby założyć wielkie wzorowe gospodarstwo hodowlane (bydło i owce) nic nie wyszło, mimo, iż trzykrotnie była podejmowana taka próba: majątek w Biórkowie, Rozprza w okolicach Piotrkowa, Kąśna w Galicji. Nie powiodły się inwestycje w sztukę malarską, a wręcz tylko spotkały Paderewskiego upokorzenia oraz proces sądowy ze znanym malarzem Janem Styką (współautor obrazu Panorama Racławicka). Częściowym jedynie sukcesem zakończyła inwestycja w hotel „Bristol” w Warszawie. Konsorcjum, w którym Paderewski był większościowym udziałowcem, zbudowało hotel w 1901 roku. Dochody zaczął jednak przynosić dopiero od roku 1914, czyli na rok przed zajęciem go przez Niemców. Wkroczyli oni do Warszawy w związku z działaniami na froncie wschodnim przeciwko Rosjanom podczas I wojny światowej. Można by pomyśleć, iż miał po prostu pecha na ziemiach polskich, gdyby nie fakt, że nie wiodło mu się również poza ojczyzną. Inwestycja w ranczo w Kalifornii nie przyniosła mu żadnych zysków z ropy naftowej, mimo, iż wszyscy jego sąsiedzi dokopali się do złóż tego surowca. Powraca więc pytanie, czy miał pecha? A może źle po prostu lokował swój kapitał? Sądzę, że wszystkiego po trochu. Zwolennicy teorii o jakimś fatum rozciągniętym nad jego osobą znajdą bez wątpienia argument w kolejnym – niezbyt dobrze wybranym – majątku. Nabył go Paderewski dla swojego Alfreda, syna z pierwszego nieszczęśliwie zakończonego małżeństwa. Malec w okresie dziecięcym był poważnie chory z powodu paraliżu, stąd artysta z myślą o nim zakupił posiadłość w Szwajcarii – Riond Bosson w Morges nad Jeziorem Genewskim. Ogromny dom, 23 ha parku, alpejski klimat, słowem idealne warunki dla chorego. Wszystko to pozytywnie wpływało na potomka wirtuoza i prawdopodobnie dalej by tak było, gdyby Alfred nie zmarł już w rok po zakupie majątku (chociaż raty były spłacane przez kolejnych kilka lat). Rezydencja generowała gigantyczne koszty, ale Paderewski nie zrezygnował z niej mimo śmierci syna. Zachował ją do śmierci pomimo drogiego utrzymania. Posiadłość została spłacona, przystosowana i w pełni użytkowana. Na koszty wpłynęły specjalnie sprowadzane zwierzęta (bydło, owce, drób dla jego żony), podobnie, jak drzewa z różnych części Europy. Gdy Helenę dopadła demencja starcza dostosowano dla niej całe drugie piętro Riond Bosson, co jedynie powiększyło koszty egzystencji Paderewskich w Szwajcarii.

Przykładów nieumiejętnego inwestowania w życiu Paderewskiego można by znaleźć sporo. Plus dla niego, że z części z nich się wycofywał (oczywiście po zbytniej stracie finansowej), minus, iż z niektórych – jak Riond Bosson – nie wycofał się do końca życia tracąc na nie mnóstwo pieniędzy. Z pewnością na wynik tego przełożyły się poniekąd błędy samego artysty. Zbytnie uleganie wpływom otoczenia, bezgraniczne niekiedy ufanie współpracownikom, wreszcie totalny brak czasu na doglądanie biznesu i majątku ze względu działalność koncertową oraz wielką politykę, musiały negatywnie wpłynąć na niepowodzenie w biznesie. Tego niestety nie dało się uniknąć! Jeśli myślisz w związku z tym o własnej działalności w biznesie, chcesz zostać w przyszłości rekinem wielkiej finansjery, to pamiętaj o przedstawionych błędach Paderewskiego.

Na koniec życia … ten nieszczęsny testament

 

Brak czasu Paderewskiego na jakąkolwiek odpowiedzialną działalność w biznesie, problemy z żoną, problemy polityczne a przede wszystkim negatywne cechy charakteru tj. nieumiejętność odmawiania oraz zbytnia ufność innym, sprawiły, iż wirtuoz zaniedbał nawet ostatnią ważną kwestię w związku ze swoim życiem … testament. Sprawa wielkiego majątku pianisty do dziś okryta jest pewną mgłą tajemnicy, na co wpływ ma fakt, iż spora jego część najzwyczajniej w świecie wyparowała, ulotniła się w dziwny sposób w kieszeniach licznych podejrzanych osób z otoczenia artysty.

Paderewski oprócz Alfreda nie miał innych dzieci w związku z tym w większości jego majątek miał przypaść ojczyźnie, Polsce. Zapisów dokonał na rzecz kilku podmiotów, jak uniwersytety, szkoły. Dopiero jakaś niewielka część jego majątku miała się dostać siostrze artysty, Antoninie Wilkońskiej. Sprawa testamentu od początku jednak przybrała niekorzystny przebieg. W walkę o spadek włączyli się podejrzani ludzie z jego otoczenia, przede wszystkim były sekretarz Paderewskiego, Sylwin Strakacz oraz prawnik szwajcarskiego pochodzenia, Henry Vallotton. Artysta nie zabezpieczył dostatecznie testamentu i z tego powodu przez lata profity z jego majątku zamiast spadkobierców zgarniali szemrani ludzie, natomiast podmioty nie wierzyły, bały się występować, skoro oficjalna wersja testamentu została zatajona.

Ignacy_Jan_Paderewski

Ignacy Jan Paderewski, źródło: wikipedia.pl

Podsumowanie

 

Dobrnęliśmy do końca niniejszego tekstu. Jakie wnioski z niego płyną dla nas? Przede wszystkim jeden najważniejszy, iż talent z jednej dziedziny wcale nie musi zaskoczyć w innej dziedzinie życia, czyli w biznesie. W przypadku naszego światowej sławy pianisty Paderewskiego, jego wielki talent muzyczny nie przełożył się na umiejętną sztukę inwestowania. Z drugiej jednak strony pamiętajmy o czymś równie ważnym, czyli o tym, że wspomniany wirtuoz nie zajmował się biznesem osobiście. Zamiast tego wybrał formę pośrednią poprzez ekspertów, którzy mieli się na tym znać. Czemu więc się nie udało? Otóż nie zadziałał charakter Paderewskiego. Był zbyt uległy wobec innych, nie potrafił odmawiać i co zasadnicze, zgodził się, żeby to inni wynajdowali mu ekspertów od zarządzania majątkiem, zamiast dokonać tego wyboru osobiście. Może wtedy lepiej by trafił, niż na podejrzanych ludzi, lizusów, oszustów itp. Biznes to twarda szkoła życia, która nie znosi próżności, uleganiu poklaskom, niezdecydowania, uleganiu otoczenia, braku asertywności. Jeśli więc będziesz chciał zainwestować w biznes nadwyżkę finansową, zdobyć dochody pasywne na niepewną przyszłość, to pamiętaj czytelniku o błędach Paderewskiego. Jemu się nie udało, ale może, gdy będziesz pamiętał listę błędów i niepowodzeń polskiego premiera i ministra spraw zagranicznych, Ignacego Jana Paderewskiego, Ty odniesiesz sukces w biznesie. Tego Ci życzę.

Zainteresował Cię czytelniku Ignacy Jan Paderewski? Przeczytaj w takim razie o życiu prywatnym innego z proniepodległościowych polityków polskich okresu międzywojnia, Józefie Piłsudskim.